Wokół krajów arabskich narosło wiele stereotypów. W powszechnej opinii mieszkają tam terroryści, a w najlepszym razie naciągacze, gotowi sprzedać wszystko, co mają. Nieszczęśliwe kobiety siedzą zamknięte w  domach, na ulicę wychodzą jedynie w burkach w towarzystwie mężczyzn, którzy na pewno je biją, są fanatykami religijnymi  i należą do ISIS. Obraz muzułmanina jest demonizowany, co zawdzięczamy głównie mediom i ludziom, którzy nigdy  w arabskich krajach nie byli albo spędzili tydzień w Egipcie w hotelu z all inclusive i już uważają się za znawców tematu. To przykre, że Polacy nienawidzą Arabów, choć zupełnie ich nie znają. Większość nie zna osobiście ani jednego muzułmanina, ale wie na ich temat „wszystko” czyli to, co pokazują memy, mówi telewizja albo znajomi. Negatywny obraz całego islamu wynika nie tylko z niewiedzy, ale też strachu i uprzedzeń. Religia ta kojarzona jest z przemocą, krwawym odwetem, nietolerancją i surowymi zakazami. A to przecież w Biblii napisano „Oko za oko, ząb za ząb”. Koran opiera się na bardzo podobnych zasadach jak całe chrześcijaństwo. Nie zabijaj!  Bądź dobry dla innych, także dla niewiernych, ale gdy zaatakują twoich braci, odpłać się tym samym.

Często wiadomość, że ktoś ze znajomych jedzie do innego kraju arabskiego niż Egipt czy Turcja, a na dodatek, że nie korzysta z usług biura podróży budzi cały szereg pytań i wątpliwości: A nie boisz się zamachów terrorystycznych? Czy tam jest bezpiecznie? Na pewno się rozchorujesz, tam wszystkich dopada „klątwa faraona” itd., itp.

  

W podróż wybraliśmy się w piątkę, ja, Artur i Julka, oraz nasi przyjaciele, Sabina i Marek. W kilku najbliższych wpisach chciałabym Wam pokazać, że Maroko jest krajem nie tylko przepięknym, ale też przyjaznym i bezpiecznym. Poznaliśmy tam wielu  serdecznych ludzi, ani przez chwilę nie czuliśmy się w jakikolwiek sposób zagrożeni, a na dodatek nikt z nas nie chorował. Zapraszam w wirtualną podróż po jednym z najbardziej niezwykłych państw, w jakich byliśmy. Mimo rozwijającej się turystyki, zachowało  ono autentyczność. Kultura ciągłej sprzedaży, facebooka, instagrama i „lajków” jeszcze tu nie dotarła. Podczas naszej dziesięciodniowej podróży nie widziałam ANI JEDNEGO dziecka z telefonem.

Poniżej, w kilkunastu punktach, przedstawię Wam najważniejsze informacje dotyczące podróżowania po Maroku. Nie jest to żadne kompendium wiedzy, bo takiej sama nie mam, a jedynie krótki poradnik.

1.Dojazd

Najprościej dostać się do Maroka samolotem. W sezonie letnim z kilku polskich miast tanie linie lotnicze latają bezpośrednio do Rabatu i Marrakeszu. Zimą lata tylko Wizzair, na dodatek jedynie z Warszawy. Trzeba polować na promocje, bo normalnie za przelot w dwie strony  zapłacicie co najmniej 1000 zł. Bilety trafiają się już za 180 zł, my kupiliśmy za nieco ponad 300.  Oczywiście można lecieć z przesiadką, ale to kosztuje sporo więcej.

2.Waluta

Walutą w Maroku jest dirham,  jeden kosztuje 40 groszy. Dirhamy trzeba kupić na miejscu albo wypłacić je w bankomacie. W Polsce są raczej niedostępne. Przez granicę można przewieźć jedynie 250 dirhamów.

3.Transport na miejscu

Turyści przybywający do Maroka poruszają się głównie tzw. Petit taxi czyli taksówkami, które jeżdżą tylko w obrębie danego miasta i mogą zabrać najwyżej 3 osoby. Najczęściej są to Fiaty Uno i Dacie Logan. W każdym mieście są one w innym kolorze, np. w Marrakeszu żółte, w Eussaourii niebieskie. Trudno podać cenę przejazdu, bo wszystko zależy od tego, ile wytargujecie. My w Marrakeszu za przejazd z lotniska do centrum płaciliśmy 200 dirhamów, ale za przejazd z centrum na lotnisko już tylko 100. Lokalni jeżdżą zgodnie ze wskazaniami licznika, czyli płacą za tę trasę około 30 d. Na włączenie licznika turysta nie ma co liczyć.

Drugi typ to tzw. Grand taxi kursujące pomiędzy dużymi miastami. Zwykle to stare Mercedesy. Biorą do 6 osób i pokonują trasy liczące kilkaset kilometrów. Tu także cena zależy od umiejętności targowania. I jeszcze jedna ciekawostka. Jeśli będziecie jechać taksówką, a jakieś miejsce w samochodzie będzie wolne, musicie liczyć się z tym, że kierowca zabierze dodatkową osobę, która zapłaci za siebie zupełnie oddzielnie.

Oczywiście nikt nie jest skazany na taksówki. Komunikacja publiczna kosztuje niewiele, bilet na jednorazowy przejazd autobusem w obrębie Marrakeszu to jedynie 4 d czyli 1,60 zł. Pociągi podobno są czyste, punktualne i niedrogie. My wypożyczyliśmy samochód, wiec z transportu publicznego nie korzystaliśmy, ale od znajomych wiemy, że wszystko działa bardzo sprawnie, nie gorzej niż w Europie.

4.Wypożyczenie samochodu i jazda po Maroku

Tak tanio jeszcze nigdzie nie wypożyczyliśmy auta!  Za wielkiego, nowiutkiego Fiata Tipo z przepastnym bagażnikiem zapłaciliśmy za tydzień 530 zł.  Zawsze bierzemy autocasco, które tutaj kosztowało 620 zł. Jeśli nie opłacicie AC, to wypożyczalnia zablokuje Wam na karcie kredytowej około 1,5 tysiąca euro na wypadek pokrycia ewentualnych szkód. Moim zdaniem rezygnacja z AC to szaleństwo, te kilkaset złotych zapewnia spokojny sen i brak zmartwień związanych z ewentualnym uszkodzeniem samochodu.  Sama procedura wypożyczenia była bardzo sprawna. Samochód zarezerwowaliśmy tradycyjnie przez stronę rentalcars, wzięliśmy auto z wypożyczalni Hertz na lotnisku. Na miejscu tylko podpisaliśmy dokumenty. Zwrot samochodu trwał minutę, pracownik sprawdził jedynie umowę i ilość benzyny. Wypożyczyliśmy z pełnym bakiem i z takim musieliśmy oddać. Benzyna jest tania, kosztuje 4 zł za litr.

Im więcej cyfr w numerze drogi, tym gorsza jej jakość. Jechaliśmy taką, która miała cztery. To była przygoda! Jezdnia miała szerokość ok 2,5 metra, więc nie było opcji, żeby minęły się na niej dwa samochody. Miejscami nie było asfaltu, a dziury miały po 30 cm głębokości. 70 kilometrów z trudem  przejechaliśmy w dwie godziny.

Za to marokańskie autostrady są znakomitej jakości, a lokalni kierowcy jeżdżą po nich przepisowo i bezpiecznie. Co innego w miastach. Zapomnijcie o jakichkolwiek przepisach ruchu drogowego. Nikt nie używa migaczy ani nie trzyma się swojego pasa. W miejscach, gdzie teoretycznie na drodze namalowane są obok siebie trzy pasy, jedzie równolegle pięć aut, dwa motory, rower i osioł. Pomiędzy tym wszystkim pojawiają się piesi: kobieta z trójką małych dzieci, grupa młodzieży,  zakapturzony staruszek, tragarz z wózkiem pełnym walizek i kilkoro przerażonych turystów, którzy z szaleństwem w oczach usiłują przemknąć na drugą stronę ulicy, nie tracąc przy tym zdrowia czy nawet życia. Prowadzenie samochodu w tych warunkach wymaga żelaznych nerwów.

5.Noclegi

Oferta jest bardzo bogata, od tanich, spartańskich hosteli, przez hotele, riady, apartamenty po luksusowe wille. Ceny zaczynają się od około 20 zł za noc od osoby. Bardzo polecam riady, bo to coś, czego nie znajdziecie nigdzie indziej. Rijad to dom z patio pośrodku. Prowadzony jest przez rodzinę i zazwyczaj ma 4-6 pokojów. Typowo marokańska architektura tych obiektów naprawdę potrafi zachwycić. Wielkim plusem jest także bezpieczeństwo, do riadów nikt obcy nie wejdzie. Wejście jest pilnie strzeżone, a brama często okratowana. Minusem są zazwyczaj niewielkie pokoje i panujące w nich ciemności. Okna wychodzą na patio, które zwykle jest niewielkie, to sprawia, że wokół panuje półmrok. Cena pokoju z łazienką i śniadaniem w  bardzo dobrym riadzie to około 150 zł za dwie osoby. Szukajcie na Bookingu obiektów z oceną powyżej 9,0. Zimą koniecznie z ogrzewaniem.

Jeszcze jedna uwaga: riady często z zewnątrz wyglądają nieciekawe, a wręcz obskurnie. Nie dajcie się zwieść pozorom, zwykle wewnątrz jest piękny  obiekt. Poniżej wejście do świetnego Riadu dar Mchicha  w  Marrakeszu i jego wnętrze. Bardzo, bardzo ten obiekt polecam.

A to patio w riadzie Marrakesz & Spa. Też śliczne. Tak się złożyło, że spaliśmy w Marrakeszu w dwóch różnych miejscach.

W Essaourii wynajęliśmy cały dom tuż przy morzu z genialnym, ogromnym tarasem na dachu. To był hit, widok mieliśmy bezcenny. Obiekt znaleźliśmy na bookingu.

6.Kiedy jechać?

Z pewnością najgorszy termin to nasze wakacje letnie. Latem temperatury w Maroku przekraczają 40 stopni i dosłownie odbierają całą energię życiową. My byliśmy w styczniu. W Marrakeszu i Essaourii pogoda w ciągu dnia była bajeczna i przekraczała 20 stopni w cieniu. Chodziliśmy w krótkich rękawkach, a Artur nawet w krótkich spodenkach.  Udało nam się nawet wykąpać w oceanie.

W nocy było zimno, zaledwie 5 stopni. W górach, w Szafszawanie mieliśmy tylko 14 stopni, a nad ranem był przymrozek. Jeśli nie zależy Wam na upałach i leżeniu na plażach, a na zwiedzaniu, to zimą i tak będziecie zadowoleni. Na pewno wiosna i jesień to optymalne terminy, niestety ze względu na mój zawód, dla nas są niedostępne.

7. Medyny

Medyna to najstarsza część każdego miasta, otoczona murem i bardzo gęsto zabudowana. Gdy miasta się rozrastały, ich mieszkańcy zaczęli stawiać domy za murami. Dzisiaj medyny to najciekawsze, ale i najbardziej chaotyczne dzielnice. Gęsta zabudowa, suki czyli targi, restauracje, bary, sklepy i riady przyciągają turystów, jednak stanowią też pewien problem. Połowa ulic w medynach nie ma nazw, za to druga połowa ma nazwy podwójne. Numeracja domów przeczy jakiejkolwiek logice. Tuż obok numeru 16 jest 42, a następnie 7. Odnalezienie wskazanego adresu bez pomocy miejscowych nie jest możliwe. Żadna nawigacja nie ogarnia medyn. Najgorzej jest w Fezie, gdzie w medynie mamy 9500 uliczek. Niektóre są tak wąskie, że człowiek ledwo się w nich mieści. Labirynt Minotaura to pestka.

8.Jedzenie

Kuchnia marokańska jest pyszna, choć dosyć ograniczona. Niemal w każdej restauracji spotkamy te same dania czyli kuskus z dodatkami, tagine mięsny lub wege, mięso na szpadkach, zupę harirę znaną pod nazwą „marokańska”, parę sałatek, trochę ryb i kilka deserów. Ceny są bardzo zróżnicowane, w eleganckich lokalach dla turystów podobne jak w Polsce, w barach zajmowanych przez lokalnych mieszkańców bardzo niskie. Harira  kosztuje w nich 10 dirhamów czyli 4 zł, w tych  bardziej eleganckich nawet 3 razy więcej. Bardzo namawiam do wyjścia poza medynę. Tu zjecie świetne dania za śmiesznie niskie ceny. Na dowód wklejam fotki.

Na lunch polecam lokalne sandwicze np. bocadillo czy faransisa, są pyszne i ogromne. Kosztują około 3 zł i zazwyczaj podawane są z małą porcją frytek. Hitem jest najlepszy i najtańszy na świecie  świeżo wyciskany sok ze świeżych pomarańcz, niczym nie pryskanych i zrywanych tego samego ranka. Najtaniej kupicie go w Marrakeszu na placu Jemaa el Fna, kosztuje tu tylko 4 d czyli 1,60 zł.

Tradycyjne marokańskie śniadanie, jakie zapewne dostaniecie w rijadzie, to różne typy słodkich placków, omlety, dżemy, oliwki, sok pomarańczowy, kawa i berberyjska whisky czyli pyszna, słodka, miętowa herbata. Ta ostatnia to w ogóle ulubiony napój Marokańczyków i muszę przyznać, że jest świetna. Oliwki mają fenomenalne, lepszych nigdzie nie jadłam.

Alkohol w Maroku jest trudno dostępny. Kupicie go jedynie w dużych marketach typu Carrefour czy Marjane. Wybór zaskakująco duży,  a ceny zbliżone do polskich. Marokańskie wino, 34 d czyli 14 zł, wódka, 84 d, jedynie piwo jest prawie trzy razy droższe. Dział z napojami wyskokowymi jest zwykle głęboko ukryty, gdzieś na poziomie -1. Zdarzają się lokalne, tajemne sklepy z alkoholem np. w Essoaourii koło bramy Bab Doukkala. Są nieoznakowane, mają szczelnie zasłonięte drzwi i okna. Nie wiem, po ile sprzedaje się w nich trunki, bo zaopatrywaliśmy się w  marketach. W niektórych dużych hotelach można napić się piwa i innych napojów wyskokowych, ale ceny są zbrodnicze. Małe piwo (330 ml) to co najmniej12 zł.

W artykuły spożywcze zaopatrujcie się na targach i sklepach lokalnych. Carrefour jest bardzo drogi, szczególnie jeśli chodzi o produkty europejskie. Paczka żółtego sera kosztuje 12 zł, a salami 20.

Lokalne jedzenie jest zawsze świeże i ekologiczne. Chemia jeszcze tu nie dotarła, a kurczak, którego dostaniecie w tajinie zazwyczaj jeszcze rano biegał po podwórku.

Pieczywo w Maroku jest boskie, cudownie chrupiące bagietki i chleby są fenomenalne. To pozostałość po francuskiej kolonizacji. Lokalne pieczywo, czyli okrągłe chlebki sprzedawane w medynach, też smakuje znakomicie.

Jedliśmy wszystko, łącznie ze ślimakami z targu. Często stołowaliśmy się tam, gdzie lokalni, czym wzbudzaliśmy czasem spore zainteresowanie, zwłaszcza gdy w lokalu siedzieli sami marokańscy mężczyźni. Nikt  z naszej piątki nie miał najmniejszych problemów zdrowotnych.

9. Zakupy

Maroko słynie z pięknych wyrobów skórzanych, cudownej ceramiki, przypraw i olejku arganowego. Pokus jest wiele, bo śliczne rzeczy są tanie. Zakupy w medynach,  szczególnie w Marrakeszu i Fezie to zabawa w targowanie. Trzeba być twardym, co mi przychodziło z trudem. Cenę zazwyczaj udaje się zbić minimum o 100 %. Moje hity to skórzana torebka kupiona za 44 zł, umywalka, o jakiej marzyłam od dawna, za 240 (w Polsce kosztuje 1500) i niewielki wełniany dywan za 300 zł. Jednak atmosfera tych zakupów niezbyt mi odpowiadała, czułam ogromną presję ze strony sprzedawców.  Im dalej od medyn tym zakupy stawały się przyjemniejsze. Mniej targowania, niższe ceny  i sympatyczniejsza atmosfera. Najlepiej jest na prowincji, albo w niewielkich miasteczkach. W Szafszawanie ceny w sklepach były często stałe, a sprzedawcy mniej natarczywi.

10.Olejek arganowy

Pozyskiwany jest z drzewa arganii żelaznej, która rośnie jedynie w Maroku, w regionie Sas. Dlatego jest taki drogi. Ten dobrej jakości naprawdę sporo kosztuje, butelka 50 ml kupiona w tradycyjnej przetwórni to około 40 zł. Tańsze, sprzedawane w medynach, są zazwyczaj mieszankami kilku różnych olejków.

11.Obyczaje

Marokańczycy to w większości bardzo gościnni i życzliwi ludzie. Mitem jest, że każda pomoc z ich strony kończy się prośbą o pieniądze. Niejednokrotnie ktoś nam pomagał zupełnie bezinteresownie. W Marrakeszu pewien człowiek zaprowadził nas z naszego rjadu do garbarni (około 1,5 km) i nie wziął za to ani dirhama. Takich sytuacji mieliśmy wiele. Oczywiście byli też „pomocnicy”, którzy oczekiwali zapłaty, ale świadomie czasem korzystaliśmy z ich oferty. Zwłaszcza w medynach, gdy szukaliśmy konkretnego miejsca. Trafiają się też zwykli naciągacze, który natrętnie oferują swoją pomoc, albo za najmniejszy drobiazg żądają bajońskich sum. Trzeba twardo im się postawić i  ewentualnie postraszyć policją. W ostatnich latach policja turystyczna ostro się za takich wzięła, więc zazwyczaj się jej boją.

Bez obaw, Maroko to bezpieczny kraj. Nie ma w nim więcej przestępstw niż w Polsce. Jak wszędzie , w miejscach pełnych turystów, np. w Marrakeszu na placu Jaama trzeba uważać na kieszonkowców.

Pamiętajcie o stosownym stroju. Nadmierne odkrywanie ciała jest źle widziane, więc ogromnym nietaktem jest bieganie w kusej spódnicy i bluzeczce na ramiączkach. Zwłaszcza na prowincji. Jednak też bez przesady, nikt wam nie zwróci uwagi, gdy będziecie w krótkim rękawku i bermudach. Odkąd zakrywanie włosów hijabem ustawowo przestało być obowiązkowe, młode, marokańskie dziewczęta nie odróżniają się w stylu ubierania od swoich zachodnich rówieśniczek. Starsze pokolenie kobiet zakrywa włosy, ale zasłonięta cała twarz to naprawdę rzadkość. Sam król Muhammad IV wraz z małżonką propagują na co dzień zachodni styl ubierania. Nikogo już nie dziwi widok władcy w skórzanej kurtce i okularach przeciwsłonecznych.

Robiąc zdjęcia Marokańczykom zachowajcie umiar i takt. Kobiety zwykle nie chcą być fotografowane, zasłaniają więc twarz i odwracają głowę. Uszanujcie ich życzenie, bo skromność i unikanie spojrzeń obcych wpisane są w ich tradycję. Nie róbcie także zdjęć żebrakom, których szczególnie w Fezie nie brakuje. Uważam to za bardzo  dla nich poniżające. Życie wystarczająco ich doświadczyło, nie musimy dokładać im kolejnych przykrości i robić z nich obiektów sensacji. Za to dzieci zazwyczaj pozują do zdjęć bardzo chętnie, a ich rodzice nie mają nic przeciw.

Pamiętajcie, że jako goście w Maroku, musimy dostosować się do tamtejszych zwyczajów czy nam się to podoba czy nie. Jeśli pewne ograniczenia  nie są dla Was do zaakceptowania, po prostu wybierzcie inny kraj. Ja uważam, że Maroko jest fascynujące i mam nadzieję, że jeszcze nie raz je odwiedzę. Nawet gdybym sama miała założyć hijab.

12.Różnice społeczne.

Z jednej strony mamy luksusowe osiedla, nowoczesne sklepy, ekskluzywne restauracje, z drugiej slumsy. Maroko to kraj bardzo podzielony pod względem zamożności mieszkańców. Tych bogatych i wykształconych jest garstka. Większość Marokańczyków żyje w biedzie, czasem naprawdę skrajnej. Widać to szczególnie w Fezie i na wsiach.

Prawie 40 % społeczeństwa, mimo wprowadzonej obowiązkowej edukacji, to analfabeci. Głównie dotyczy to ludzi w podeszłym wieku. Z drugiej strony to naród bardzo uzdolniony językowo. Większość ludzi, oprócz arabskiego, biegle posługuje się francuskim, sporo także berberyjskim i angielskim.

13.Higiena

Tu znowu mamy dwie strony medalu. Z jednej to naród bardzo czysty, Marokańczycy przed każdą modlitwą muszą umyć twarz, ręce i stopy, a modlą się 5 razy dziennie. Z drugiej raczej nie przestrzegają zasad higieny podczas przygotowywania posiłków. Jedzenie, np. chleb w sklepie, podawane jest rękami. Trzeba się przyzwyczaić.  Szokować może widok sprzedawanych na bazarach mięs i podrobów. Lodówek oczywiście nie ma, wszystko wystawione jest na prowizorycznej ladzie. O dziwo, prawie nikt z turystów tu nie choruje. Nie to, co w Egipcie, gdy w 5-gwiazdkowym hotelu połowa wczasowiczów nie wychodziła z pokojów ze względu na permanentne problemy żołądkowo-jelitowe.  W Europie w kwestii higieny poszliśmy zupełnie innym kierunku, kilkustronicowa instrukcja mycia rąk nikogo już nie dziwi. Niestety, to właśnie my, Europejczycy jesteśmy coraz mniej odporni i borykamy się z ciągłymi alergiami.

14.Koty

Są wszędzie. Bezdomne, zazwyczaj wychudzone, stanowią malowniczy element krajobrazu i fajnie wyglądają na fotografiach.


10 Komentarzy

Etienne · 28 stycznia 2020 o 22:45

Świetny blog, gratuluje lekkiego pióra i ciekawej tematyki

    Beata · 29 stycznia 2020 o 11:11

    Dziękuję, bardzo mi miło. Pozdrawiam serdecznie

Olo · 30 stycznia 2020 o 07:20

Bardzo dobry wpis, dużo tu treści i praktycznych informacji👍
Super zdjęcia!

    Beata · 31 stycznia 2020 o 06:12

    Olo, dziękuję bardzo. Staram się. Pozdrawiam gorąco.

Zajączek · 30 stycznia 2020 o 23:06

Baaardzo lubię tu zaglądać:)

    Beata · 31 stycznia 2020 o 06:12

    Ja też lubię, jak tu zaglądasz Zajączku i piszesz miłe komentarze.Ściskam

Alicja · 31 stycznia 2020 o 22:22

Obiektywna i zachęcająca do podróżowania ocena Maroka. Może kiedyś??? 🐪🐪🐪

Kasia · 5 lutego 2020 o 11:08

Czy jesteś w stanie podać orientacyjne koszty 10 dniowego wyjazdu dla dwóch osób? Chcielibyśmy zwiedzić Marrakesz Essauoirię i kazbę Ajt Bin Haddou . Z jaką kwotą musimy się liczyć? Nie chcemy wypożyczać auta, a poruszać się komunikacją lokalną. Zamierzamy wydać jak najmniej. Z góry bardzo dziękuję

    Beata · 16 lutego 2020 o 21:25

    Kasiu, wszystko zależy od tego, ile zapłacicie za bilety lotnicze. Można je upolować za 200 zł, a można wydać 1500. My kupiliśmy za 300 zł 9 miesięcy przed podróżą. Dobre noclegi ze śniadaniem spokojnie znajdziecie w cenie 100 -120 zł za pokój, a w hostelach, w pokojach wieloosobowych nawet za 50 zł za dwie osoby. Co do komunikacji pomiędzy miastami, to nie bardzo orientuję się w cenach, bo my wypożyczaliśmy auto. na pewno łączne koszty przy niskobudżetowym wyjeździe nie przekroczą 1500, ale wszystko zależy od tego, ile zapłacicie za samolot. Pozdrawiam

mama · 18 lutego 2020 o 10:35

Marakesz tak opisany, że chce się jechać,mam nadzieję,że nam się jeszcze uda zobaczyć,planów mamy dużo,tylko zdrowie musi dopisać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.