Jesienią i zimą nasze podróże po Polsce po zmieniają charakter. Niska temperatura nie zachęca do długiego spacerowania, lista obiektów do zwiedzania w których nie zmarzniemy się skraca, dlatego chętnie spędzamy czas  w restauracjach i kawiarniach. Od paru lat jeździmy w tym okresie z Arturem na weekendy we dwoje. O małżeństwo trzeba dbać, zwłaszcza 25 lat po ślubie, a taki romantyczny wyjazd to naprawdę świetna sprawa. Albo wybieramy jakiś dobry hotel ze spa, basenem i wyżywieniem w cenie albo coś skromniejszego, ale stołujemy się wtedy w ciekawych restauracjach. W październiku byliśmy w Krakowie na Kazimierzu. Od początku założyliśmy, ze przetestujemy tamtejsze restauracje, więc wszystkie posiłki będziemy jeść poza hotelem. Mimo iż Kraków znamy niemal jak własną kieszeń, bo jesteśmy tu co najmniej 2 razy w roku, to po prostu uwielbiamy to miasto i nigdy nam się ono nie nudzi.

Dzisiaj zapraszam na kulinarną wycieczkę po mojej ulubionej dzielnicy Krakowa czyli po Kazimierzu. Będzie coś smacznego dla każdego: dla mięsożerców, wegetarian, miłośników  kuchni egzotycznych, street foodu i słodkości.

Hamsa – restauracja bliskowschodnia, ul. Szeroka 2

Do Hamsy wpadliśmy na bufet śniadaniowy i było to śniadanie best ever! Na długiej ladzie do wyboru było kilka sałatek, hummus w dwóch smakach, serek labneh, muhammara, babaganush, szakszuka, domowa granola, domowy pasztet wegetariański, konfitury, kofty, oliwki w kilku smakach, pikle, wrapy, smażone kiełbaski i wiele, wiele innych pyszności. Do tego desery,ciasta i owoce. Całość za niewiarygodną cenę: 20 zł od osoby. Napoje są płatne osobno. Śniadanie podawane jest tylko w soboty i niedziele od 9 do 12. Najedliśmy się tak, że do późnego wieczora nie byliśmy w stanie przełknąć absolutnie nic.

Całe menu restauracji zapowiada się bardzo smakowicie. W karcie klasyka bliskowschodnia: tadżyn, kebab, jagnięcina, burek,mezze itd. Sporo propozycji dla wegetarian.

Zazie Bistro, ul. Józefa 34

Zazie to sławne bistro, do którego wpadliśmy na słynne mule. Właściwie  to w ogóle nie byliśmy głodni, więc wzięliśmy jedną porcję na pół. I całe szczęście, bo i tak były gigantyczne. Zdecydowaliśmy się na wersję z mlekiem kokosowym i chilli, co tu dużo mówić, były po prostu przepyszne. W menu są też polecane przez wiele osób wytrawne tarty, zapiekanki ziemniaczane, sporo owoców morza i sałatki. Klasyczne zestawy obiadowe tez zapowiadają się świetnie. Trudno się dziwić, Zazie to bistro o znakomitej opinii. Ceny umiarkowane: mule 30 zł, tarty 15-20, zestawy obiadowe od  40 zł.

Dawno temu na Kazimierzu, ul Szeroka 1

To żydowska restauracja w dawnym stylu, która z zewnątrz wcale restauracji nie przypomina. Gdy przechodziłam koło niej po raz pierwszy, byłam pewna, że to, zgodnie z witrynami, jakieś sklepy. Wnętrze jest bardzo klimatyczne, choć jak na mój gust za ciemne. Menu też jest nietypowe, wygląda jak stara gazeta. Wybór potraw niezbyt imponujący i nie wszystkie powalają na kolana. Bardzo smakowała nam kalahora czyli gęsta zupa czosnkowa( 22 zł), świetne były podsmażane pierogi z wołowiną i tymiankiem (26 zł), ale czulent to wielkie rozczarowanie (37 zł). Wyglądał jak nieokreślona papka podejrzanego koloru i kompletnie pozbawiony był wyrazu.

Kolanko nr 6, ul. Józefa 17

W Kolanku byliśmy rok temu razem z moimi rodzicami i bratem z rodziną. W sumie 11 osób. Każdy( prócz półrocznego Olka) jadł coś innego i wszyscy byliśmy bardzo zadowoleni. Restauracja określa się jako”dookoła świata” i faktycznie w menu są potrawy z różnych kontynentów. Zawsze mam dystans do lokali, które serwują taki miks, ale Kolanko to naprawdę dobry wybór. Hitem okazało się peposo czyli toskański gulasz na czerwonym winie podawany z polentą(29 zł) i polędwiczka sous vide z dyniowym puree, którą zajadał się Michał. Mamie smakowały indyjskie naleśniki( mają ogromny ich wybór), a Marcie tajska zupa tom kha. Bardzo przyjemne miejsce, zwłaszcza latem, gdy otwarty jest uroczy wewnętrzny ogródek. W menu jest też kilka fajnych propozycji dla wegetarian. W Kolanku zjecie również smaczne śniadanie w formie bufetu za 23 zł od osoby. Napoje w cenie.

2 Okna Cafe, ul.Józefa 40

Fajne bistro z miłym ogródkiem. Idealne na śniadanie albo kawę i ciacho. W menu bajgle, hummusy, sałatki itd. Ceny niewysokie.

Skwer Judah, ul. Św, Wawrzyńca 16

Najlepsze na Kazimierzu miejsce na street food. Zjecie tu sławną maczankę krakowską ( spróbujcie koniecznie!), kumpir czyli wielkie nadziewane ziemniaki, currywurst, rybę z frytkami  itd. Wybór zmienia się co jakiś czas, w zależności od tego, jakie foodtrucki się pojawią.  Fajna, swobodna atmosfera i niewysokie ceny.

Hummus A mama musi, ul. Meisela 4

Kultowa humusownia. Gdy spróbowałam ich wyrobu po raz pierwszy, pomyślałam, że to najlepszy hummus, jaki jadłam w życiu. Teraz sama korzystam  i ich przepisu( znajdziecie go tutaj, na moim drugim blogu) i muszę przyznać, ze wychodzi mi równie smaczny. Mimo to ilekroć jesteśmy na Kazimierzu, idziemy do A mama musi. W menu znajdziecie też szakszukę i inne drobne dania. Wszystko wspaniałe. Jak tu będziecie, kupcie sobie też chleb w „Piekarni mojego taty”  na tej samej ulicy pod numerem  6.

Mały śledź , ul. Bożego Ciała 11( filia Ambasady śledzia)

Lubicie śledzie? My z Arturem uwielbiamy! Gdy tylko zobaczyliśmy ten lokal, musieliśmy wejść i spróbować, co serwują. Nie zawiedliśmy się!  Śledzie były cudowne, ja wzięłam wersję curry, Artur na ostro. Obie podane z pysznym razowym chlebem. Słuszne porcje za małe pieniądze.

Zapiekanki  z Okrąglaka, Plac Nowy

Kultowe miejsce. W Okrąglaku jest kilkanaście stoisk z zapiekankami, trudno stwierdzić, które są najsmaczniejsze. Jedno jest pewne: są ogromne. Normalnemu człowiekowi taka zapiekanka wystarczy na cały dzień jedzenia. Tanio, chrupiąco i pysznie!

Nasz numer jeden czyli restauracja Taj, ul. Miodowa 19

Od lat szukaliśmy w Polsce dobrej tajskiej restauracji, niestety wszystkie, w których byliśmy okazały się marną namiastką, która nie miała nic wspólnego z prawdziwymi tajskimi smakami. W Taju odkryliśmy niebo. W menu znajdziecie nie tylko dania klasyczne takie jak tom yum czy zielone curry ale też trudne w Polsce do zrobienia jak som tum czyli boleśnie pikantną sałatkę z zielonej papai, którą po prostu uwielbiam. Jest nawet oryginalna thai tea, morning glory czyli szpink wodny i i kiełbaskii naam popularne w Tajlandii północnej. Jest tak ostro jak ma być i tak aromatycznie, że robimy wielkie „wooow”. W kuchni pracuje dwóch oryginalnych Tajów.

Poważnie rozważam przeprowadzkę na Kazimierz. Gdyby jeszcze ceny mieli bardziej tajskie, w ogóle bym się nie zastanawiała, choć i tak nie jest źle, dania główne w granicach 25 -40 zł. Chyba będziemy wpadać na Kazimierz jeszcze częściej, w końcu to tylko 80 kilometrów.

A na koniec coś słodkiego czyli Galeria Tortów Artystycznych, ul. Bożego Ciała 22 

W środku trochę mało miejsca, ledwo parę stolików, ale ciasta naprawdę cieszą podniebienie i oczy. Oryginalne smaki tortów i ciastek. Ceny raczej wysokie, kawałek  tortu kosztuje ok 15 zł.

PS. Oczywiście tych wszystkich dań nie zjedliśmy w czasie jednej podróży. Opisane restauracje odwiedziliśmy podczas naszych ostatnich trzech wyjazdów na Krakowski Kazimierz.


3 Komentarze

mama · 19 listopada 2018 o 20:27

Byłam bardzo zdumiona ,bo myślałam że tak dużo zjedliście ,jak byliście ostatnio. Dla mnie też Kazimierz jest extra,mamy w planie wybrać się,oczywiście z dziećmi, w grudniu. Wszystkiego bym chciała spróbować

Beata · 21 listopada 2018 o 17:34

Mamo, naprawdę podczas jednej podróży nie dalibyśmy rady tyle zjeść 🙂

dinaS · 22 listopada 2018 o 11:39

Zrobiłam się głodna…
Śniadanie w Hamsie wygląda obłędnie
Ja polecam jeszcze restaurację Starka na Józefa, pyszne jedzenie i piękny wystrój

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.