Opiewana w pieśniach i wierszach Granada od lat zaprzątała mój umysł. Zwłaszcza Alhambra, legendarna Czerwona Twierdza. Hiszpańskie przysłowie mówi ” Kto nie widział Granady, ten nic nie widział”, muszę  więc przyznać, że czułam się jak ślepiec wśród podróżników. Nasłuchałam się też wielu relacji od osób, które już tam były i choć niemal wszyscy wyrażali zachwyt, trafiła się też opinia, że perła Andaluzji jest rozczarowująca. Nie pozostało nic innego, jak samej się przekonać, czy Granada to faktycznie taki cud.

Mniej więcej dwa miesiące przed podróżą zarezerwowaliśmy przez internet bilety do Alhambry. Wszyscy mówili, ze na miejscu ich nie kupimy, bo będą wyprzedane. Postanowiliśmy kupić je z dużym wyprzedzeniem. Dużym, ale jak się okazuje, niewystarczającym.   Na wybrany przez nas dzień były tylko dwie wolne godziny do wyboru: 8 30 i 15. Od razu odrzuciliśmy godzinę popołudniową, bo wydawało nam się, że będziemy mieć za mało czasu na zwiedzanie. Pozostała 8 30. Zbrodnicza pora, gdyż musieliśmy dojechać do Granady z Malagi, a to prawie dwie godziny drogi. No trudno. Pobudka o 5, szybka kawa, śniadanie do plecaka i jedziemy. Na miejscu byliśmy po 8. Wokół panowały egipskie ciemności. Nie potrafiliśmy na parkingu zlokalizować miejsca, z którego do wejścia do Alhambry będziemy mieć najbliżej. W efekcie, mimo że o tej porze parking był jeszcze zupełnie pusty, mieliśmy do przejścia kilkaset metrów. To jednak nic, najgorsze było panujące zimno. Arktyczny mróz dosłownie. Wiedziałam, że w Granadzie będzie o wiele chłodniej niż w Sewilli czy Maladze, w końcu miasto położone jest na skraju gór Sierra Nevada, ale nie sądziłam, że trafimy na Syberię. Byliśmy ubrani w wiosenne kurtki, nie mieliśmy rękawiczek, ciepłych butów ani czapek, a było 5 stopni poniżej zera. Gdy doszliśmy do kas, gdzie trzeba było zamienić wydruk z rezerwacją na bilety, okazało się, że o 8 30 nie wejdziemy, bo otwierają dopiero o 9. To oznaczało czekanie przez pół godziny na  mrozie. Chyba jeszcze nigdy w życiu tak nie zmarzłam.

W końcu Alhambra została otwarta.

Cały kompleks składa się z trzech głównych obiektów: najstarszej Alcazaby czyli muzułmańskiej twierdzy z IX wieku,  letniej rezydencji Generalife oraz bajecznego Pałacu Nasrydów. Do tego dochodzi medyna czyli maleńkie miasteczko, w którym mieszkała służba i kilka nowszych obiektów, jak na przykład zamek Karola V z  XVI wieku. Ma on symbolizować triumf religii chrześcijańskiej nad muzułmańską. Całość jest bardzo rozległa. Niewątpliwym atutem Alhambry jest też jej położenie na wzgórzu, na wysokości około 700 m n.p.m.  Potężna budowla góruje nad miastem i jest już z daleka świetnie widoczna. Wspaniale wtapia się też w krajobraz, na tle wysokich, ośnieżonych gór Sierra Nevada wygląda wręcz nieziemsko.

Pora rozpocząć zwiedzanie. Godzina podana na bilecie oznacza czas wejścia do Pałacu Nasrydów, pozostałe obiekty można odwiedzać o dowolnej porze. Należy stawić się punktualnie, inaczej bilet przepadnie.

Po wejściu do pałacu zamieram z zachwytu. I mrozu. Wciąż jest bardzo zimno, mimo że wzeszło w końcu słońce. Robię mnóstwo zdjęć i po kilkunastu minutach odkrywam, że wskutek trzymania na mrozie aparatu w tej samej pozycji, mam zupełnie zdrętwiałe palce, nie potrafię ich rozprostować.  No trudno, szybko zapominam o niedogodnościach. Wokół znajdują się istne cuda. Alhambra to największy i najpiękniejszy zamek muzułmański  w Europie, spektakularne osiągnięcie muzułmańskiej sztuki zdobniczej. Nigdzie w Europie nie zobaczycie czegoś podobnego – to jedno z tych miejsc, gdzie szczęka dosłownie opada z wrażenia. Koronkowe zdobienia, kolorowe płytki azulejos, fontanny, bogato zdobione łuki, oszołamiające sklepienia to elementy od których trudno wprost oderwać wzrok. A na dodatek coraz trudniej mi  oderwać zmarznięte ręce od aparatu, więc robię w pałacu ponad 500 zdjęć. W pierwszym sklepie z pamiątkami kupujemy rękawiczki:)

Pałac Nasrydów został wybudowany zgodnie z naukami płynącymi z Koranu. Budynki postawiono wokół  dziedzińców z sadzawkami pośrodku, w których można obserwować odbicie nieba i myśleć o wieczności. Do budowy użyto tanich materiałów takich jak gips, by Allah nie pomyślał, że władca się wywyższa.  Widać, ze dla kolejnych kalifów i ich rodzin religia była niezwykle istotna. Na każdym kroku, mniej więcej na wysokości oczu, pojawiają się inskrypcje przypominające, że jedynym bogiem jest Allah, a Mahomet – jego prorokiem.

Najsławniejsze miejsce w całej Alhambrze to Fontanna Lwów, ale zapewniam Was, że wszystko jest wokół jest oszołamiające. Mam wrażenie, że przeniosłam się do krainy z  „Tysiąca i jednej nocy”. Wszystko jest jak z baśni. To kwintesencja piękna. Po Pałacu Nasrydów można chodzić bez ograniczeń czasowych. Najchętniej spędziłabym tu całą dobę, ale na zwiedzanie Granady mamy tylko jeden dzień, więc niestety czas nas trochę goni.

Po wyjściu z pałacu kierujemy się do Alcazaby. Najstarsze zapisy mówiące o jej istnieniu sięgają IX wieku. Wtedy obiekt ten  był traktowany wyłącznie jako twierdza wojskowa. Dopiero w XIII wieku dynastia Nasrydów rozpoczęła rozbudowę. W XIV wieku stanęły tu dwie charakterystyczne wieże, strzegące wjazdu na teren twierdzy. Alcazaba przez długi czas była wykorzystywana przede wszystkim do celów wojskowych, potem jako królewska rezydencja i więzienie.

Ostatnia część Alhambry to ogrody i pałac letni Generalife. Niektórzy uważają, ze tak musi wyglądać raj. Przyznam, że ogrody w alcazarze w Sewilli bardziej mi się podobały. Klimat w Granadzie jest bardziej surowy, więc w lutym właściwie nie wyglądały jakoś szczególnie okazale. Wiele roślin zwiędło na mrozie, a część fontann była wyłączona. mimo to jestem w stanie wyobrazić sobie, jak pięknie musi tu być wiosną i latem. Muzułmanie z Hiszpanii uznawani byli za najlepszych ogrodników na świecie, stworzone przez nich ogrody to niemal dzieła sztuki. Tak jest z Generalife, w których główną rolę spełniała woda – kaskady, fontanny, sadzawki, brodziki oraz wodne schody. Na terenie kompleksu znajdują się  również dwa dziedzińce – Cyprysów i Oleandrów. Jednak to, co w Generalife moim zdaniem jest najpiękniejsze, to widok na Alhambrę.      

Zapada wieczór 2 stycznia 1492 r. Niebo jest bezchmurne, a  oblane czerwoną łuną słońce zbliża się ku zachodowi. Muhammad XII, ostatni król dynastii Nasrydów, poddał Alhambrę oblegającym ją Hiszpanom i wraz z całym dworem opuszcza swój ukochany zamek, udając się na wygnanie. Po drodze orszak zatrzymuje się na pobliskim wzgórzu. Król jeszcze raz spogląda na pałac i z jego oczu zaczynają kapać łzy. Wie, że na zawsze opuszcza swój ziemski raj. Już nigdy nie dane będzie mu przejść przez Dziedziniec Lwów, przyjąć gości w Sali Ambasadorów, szukać ukojenia w ramionach którejś z licznych żon w tutejszym bajecznym haremie. Już nigdy nie usłyszy szumu kaskad w Generalife, nie spojrzy ze swych ogrodów w dól, w stronę Grenady.

Muhammad XII zakończył okres rozwoju wspaniałej kultury i sztuki muzułmańskiej, która nieprzerwanie panowała przez 700 lat na Półwyspie Iberyskim. Nie był dobrym władcą, ale żal mi go. Stracić takie cudo!  Przez wiele lat bezskutecznie starał się odzyskać Granadę . Jednak w mieście na dobre rozpanoszyło się chrześcijaństwo. W Alhambrze postawiono monumentalny pałac Karola V, symbol zwycięstwa nad religią muzułmańską. Podczas jego budowy, by wygospodarować więcej miejsca, wyburzono część Pałacu Nasrydów, tę w której znajdował się przepiękny podobno harem. Trzeba przyznać, że chrześcijanie zawsze potrafili pokazać swoją potęgę. Głównie poprzez niszczenie dorobku poprzednich pokoleń.

Wzgórze, na którym władca zapłakał, nazywane jest Ultimo Suspiro del Moro (Ostatnie Westchnienie Maura). I mnie żal było opuszczać Alhambrę, bardzo chciałabym tu jeszcze kiedyś wrócić i któregoś ciepłego dnia niespiesznie  zwiedzić ponownie cały kompleks.

 Choć Alhambra jest jak magnes przyciągający miliony turystów do miasta, Grenada ma też inne atrakcje i na pewno niejednego człowieka oczaruje swoją wyjątkową atmosferą. Na dodatek to miasto uniwersyteckie, a studenci zawsze wnoszą energię i powiew świeżości. Dzięki nim miasto nie jest drogie, w końcu  nie należy obciążać zbytnio studenckich kieszeni.

Naprzeciw wzgórza, na którym stoi Alhambra, znajduje się biała dzielnica Albaizin. To prawdziwy labirynt wąskich, pnących się w górę uliczek. Na dole znajduje się barwna część handlowa, z setkami arabskich sklepów, herbaciarni i szisza barów. Wyżej mieszkali muzułmanie aż do 1611 roku, kiedy to wszelkich innowierców wypędzono z Hiszpanii. Biała dzielnica miejscami jest trochę zaniedbana, ale to dodaje jej tylko uroku i autentyczności. Od razu Wam powiem, ze  w tym miejscu nie sprawdzi się żadna nawigacja. My ustawiliśmy w gpsie trasę spacerową  do punktu widokowego San Cristobal, a  w końcu i tak mieliśmy ” koniec języka za przewodnika”. Po drodze minęliśmy kilkunastu różnych artystów: malarzy, rzeźbiarzy, śpiewaków i gitarzystów( Nie wiedzieć czemu, wszyscy grali na tę samą smutną nutę). Albaizin to dzielnica wszystkich, którzy kochają wolność. Najlepiej porzucić przewodniki i zgubić się w plątaninie uliczek i malowniczych zaułków. Poczuć się wolnym!  W Albaicín znajduje się kilka świetnych punktów widokowych. Najpopularniejszy z nich to Mirador de San Nicolas, mieszczący się na szczycie. Droga do niego jest trochę męcząca, ale warto się spocić, gdyż stąd rozciąga się najlepszy widok na Alhambrę. Na placu przy punkcie widokowym zawsze grają na gitarach Cyganie albo występują tancerze flamenco.

Równie ciekawa jest dolna część Albaizin. To jakby zupełnie inny świat, pełen kolorów i zapachów. Zupełnie jak w Maroku. W wąskich uliczkach znajdują się sklepy z arabskimi towarami, herbaciarnie i bary. Bardzo polecam wstąpienie do jakiejś herbaciarni i wypicie pysznego, słodkiego napoju o zniewalającej nazwie np. ” Noce Alpuhary” czy „Kwiaty Generalife”. Herbata jest pyszna i, mimo ze normalnie jej nie słodzę, bardzo mi smakowała. A herbaciarnie to miejsca niczym z arabskich baśni, pełne barw i tajemnic.

Dzień szybko nam mijał, niestety nie mogliśmy sobie pozwolić na zbyt długie siedzenie w jednym miejscu. Od razu Wam powiem, że jeden dzień w Granadzie to stanowczo za mało. Dwa, a najlepiej trzy, pozwolą Wam nie tylko zobaczyć największe atrakcje, ale też odpocząć w miłych miejscach, wchłonąć atmosferę i nie gonić się po prostu.

Kolejne odwiedzone przez nas miejsce to centrum miasta, czyli dzielnica, która ma średniowieczne korzenie. Pośrodku niego znajduje się elegancki plac de Isabel la Catolica, przy nim stoi katedra, która jest przykładem renesansu. Trudno ją zobaczyć w pełnej okazałości, bo została ciasno obudowana domami. Mówi się o niej ” katedra zmarnowanych możliwości”. ponieważ jej bryła jest niezbyt zgrabna. Przylega do niej Kaplica Królewska, która jest miejscem wiecznego spoczynku Izabeli i Ferdynanda, sławnej pary królewskiej. Spacerujemy po okolicznych ulicach i dochodzimy do  wniosku, że ta część Granady też nam się podoba.

Sławnym miejscem jest Plaza Nueva, przez który przechodzi się idąc  z Alhambry  do centrum.Stoi przy nim sporo pomników, kościołów i i innych atrakcji, niestety nie mieliśmy czasu, by im się przyjrzeć bliżej. Nie zdążyliśmy też dojść do dzielnicy Sacromonte, w której mieszkają głównie Cyganie w domach wbudowanych w skalną ścianę.

https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Cuevas_of_Sacromonte

Granada to także najlepsze tapas w całej Hiszpanii. Tylko tutaj i w Madrycie do każdego zamówionego napoju dostaniecie gratis tapas czyli niewielką przekąskę. Czasem jest ona całkiem spora. jej wielkość jest zawsze taka sama, obojętnie czy zamówicie małe czy duże piwo, colę czy wino, dlatego warto zamawiać małe napoje.

My wybraliśmy się do baru Los Diamentes, który specjalizuje się się w przekąskach rybnych i owocach morza. W środku zastaliśmy tłumy, co dobrze wróżyło. I powiem Wam, to był strzał w dziesiątkę.  Przekąski  były przepyszne, powiem szczerze, że tak smacznych owoców morza nie jadłam od czterech czyli od naszej ostatniej podróży do Tajlandii. Podano nam też mini paellę. Obsługa też zrobiła na nas wrażenie. Mimo dzikich tłumów w środku, kelnerzy pamiętali każdego klienta i bez zapisywania na kartce, wiedzieli co podać do kolejnego napoju. Bardzo, bardzo polecam to miejsce.

Mimo że byliśmy już najedzeni, poszliśmy jeszcze do dzielnicy arabskiej dopełnić brzuchy. Za niewielką cenę( 4-5 e) można tu zjeść świetny kebab , zupełnie inny niż w Polsce, kapitalny falafel czy smaczną sycącą zupę z soczewicy za 1,5 euro. O tak, pod względem kulinarnym Granada też nam odpowiadała!

Gdy zapadł zmrok i musieliśmy wracać do Malagi, żal było rozstawać się z Granadą. Amerykański pisarz, W. Irving, tak powiedział o tym miejscu„To najpiękniejsze miasto, które kiedykolwiek miałem okazję widzieć, a krajobraz, w którym zostało ulokowane, również jest najpiękniejszy, jaki mógł się wydarzyć”. Trudno się z nim nie zgodzić. Choć moje serce zostało w Sevilli, muszę przyznać, że Granada jest nieziemsko piękna.

Informacje praktyczne:

Alhambra jest czynna przez cały rok z wyjątkiem 25 grudnia i 1 stycznia.

Cena biletów

  • 14,00€ kupiony w kasie w dniu wizyty( raczej nie ma na nie co liczyć)
  • 15,40€ kupiony  wcześniej przez internet
9 euro- obywatele UE i młodzież, 8€niepełnosprawni i dzieci w wieku 12-15 lat. Za darmo wchodzą dzieci poniżej 12 lat. Wszyscy muszą okazać dokument tożsamości potwierdzający ich uprawnienia do zniżki.
PARKINGI
Uwaga, unikajcie wjazdu do centrum miasta. Większość ulic jest zamkniętych dla ruchu z zewnątrz. Łatwo się wpakować w strefę zakazaną i mandat mamy jak w banku. Miasto jest dokładnie monitorowane, a władze nie ukrywają, że mandaty to jedno z głównych źródeł dochodu. My parkowaliśmy przy Alhambrze i tam zostawiliśmy samochód na cały dzień.  Miasto zwiedzaliśmy pieszo, w sumie zrobiliśmy ponad 11 km. Nie było łatwo, bo teren jest górzysty, ale my lubimy chodzić.

2 Komentarze

Kamila · 6 kwietnia 2018 o 14:37

Niesamowita architektura. Mam ciche marzenie zobaczyć Granadę 🙂

    Beata · 6 kwietnia 2018 o 19:41

    Kamilo,na pewno nie będziesz rozczarowana. Polecam wybrać się do Granady poza sezonem, niekoniecznie w lutym, ale w kwietniu czy maju, kiedy już będzie ciepło, a jednocześnie tłumy turystów nie będą przeszkadzać. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.