Żuławy to jeden z najrzadziej odwiedzanych przez turystów regionów w naszym kraju. Właściwie nie wiadomo dlaczego, bo to miejsce wyjątkowo piękne i ma niezwykle bogatą historię. Nie ma tu wielkich, zatłoczonych miast, za to są sielskie wsie, płaskie jak stół malownicze pola, kanały i wspaniała drewniana architektura sprzed wieków.  Mówi się o tym regionie Żuławy Wiślane, bo tu deltą wpada do morza Wisła, ale by być bardziej precyzyjnym, trzeba powiedzieć, że  obszar ten składa się z trzech części: Żuław Malborskich, Gdańskich i Elbląskich. Część tego obszaru leży na depresji, co oznacza, że jest on niżej od poziomu morza.

My wybraliśmy się na Żuławy w czasie tegorocznej, koronawirusowej majówki. Nie musieliśmy się martwić zamkniętymi hotelami, ponieważ podróżowaliśmy naszym kamperem. To był doskonały wybór, bo  turystów nie spotkaliśmy prawie żadnych z wyjątkiem garstki rowerzystów. Podobno w normalnych czasach turyści to też rzadkość. Nasz kamper wzbudzał wśród miejscowej ludności duże zainteresowanie, na szczęście wszędzie życzliwe. Kilka razy zostaliśmy zapytani, jak to jest podróżować takim autem i jak ze spaniem, gotowaniem, toaletą itd. Rozmowy z kilkumetrowej odległości, na dodatek w maseczkach nie należały do łatwych, ale było naprawdę miło. Gdy jeździliśmy po okolicy ludzie nam machali albo dawali kciuki w górę. Byliśmy chyba dla nich pierwszym zwiastunem powrotu do normalności, choć wciąż nam do niej jeszcze daleko. Dla nas Żuławy to było wymarzone miejsce na podróż w czasach zarazy. Wszędzie pusto, cicho, żadnych skupisk. My też nie stanowiliśmy dla nikogo zagrożenia, nie byliśmy tu nawet w żadnym sklepie.

Każdy przyjezdny od razu zauważy, że tutejsza architektura jest inna niż gdziekolwiek w Polsce i kojarzy się raczej z Holandią. Domy w kratkę, takież kościoły i wiatraki… To zasługa mennonitów, którzy przybyli tu z Niderlandów w XVI wieku. Musieli uciekać ze swojego kraju w związku z prześladowaniami religijnymi. Mennonici specjalizowali się w regulacji rzek. Zamieszkali na Żuławach i zajęli się rolnictwem. Ich domy nie przypominały tradycyjnych wiejskich chat, wyglądały tak okazale, że często mówiło się o nich „chłopskie pałace”. To tak zwane domy podcieniowe, które do dzisiaj stanowią charakterystyczny element Żuław. Podcień stanowi tak zwana wystawka (czyli piętro) wsparta na kilku drewnianych słupach skierowana zawsze w stronę drogi. Im bogatszy był gospodarz, tym większy podcień budował.  Budynki tego typu są też zwykle kolorowe i bogato zdobione.

Niestety, większość tych pięknych obiektów popada w ruinę, mimo że zostały wpisane na listę zabytków. Tylko nieliczne mają się całkiem dobrze, można w nich nawet wynająć pokój. Najwięcej domów podcieniowych, bo aż 4 zobaczycie w prześlicznej wsi Żuławki. Dwa są w Steblewie,  w Nowej Cerkwi, kilka w Marynowach, a poza tym występują raczej pojedynczo, porozrzucane są po całych Żuławach, w sumie jest ich całkiem sporo.

Bardzo żałujemy, że nie mogliśmy zwiedzić tych domów od środka, podobno ich właściciele w normalnych czasach chętnie zapraszają. W domu w Orłowie powstaje właśnie niewielkie muzeum, będzie co oglądać! W Trutnowach takie muzeum już działa!

Nie tylko domy podcieniowe przyciągają uwagę. Na żuławach jest wiele prześlicznych wiejskich budynków, kolorowych, z gankami, drewnianymi okiennicami i pięknymi drzwiami.

Niech Was nie dziwi, ze niektóre wyglądają jak z Kresów. Historia Żuław obfitowała w burzliwe wydarzenia. Po drugiej wojnie, w ramach akcji Wisła, przesiedlono tu ludność z Ukrainy, z Wołynia.  Do dzisiaj mieszka w tym regionie 115 rodzin ze wschodu, które skupione są wokół grekokatolickiej parafii w Żelichowie.

Niezwykle malowniczo na tle pól prezentują się kościoły w kratkę i romantyczne ruiny gotyckich kościołów wybudowanych w średniowieczu przez Krzyżaków, pochodzące z czasów, gdy tereny te należały właśnie do nich. Popadły one w ruinę głównie podczas drugiej wojny światowej. Kościół w Steblewie prezentuje się szczególnie okazale ze względu na masywną, kwadratową wieżę. Raz w miesiącu odbywają się tutaj msze. Kościół jest odnowiony, zabezpieczony i można go zwiedzać. Obok niego stoi XIX-wieczna kaplica rodu Wessel oraz kilka grobów. Pięknie wyglądają  także ruiny świątyni w Borętach.

 

Niezwykle klimatycznie prezentują się małe kościółki, których na Żuławach jest bardzo dużo. We wsi Wróblewo kościółek stoi nad samym brzegiem rzeki Motławy, co wygląda szczególnie malowniczo. Piękny jest w Osicach, ale prawdziwa perełka znajduje się w Palczewie. Niby niepozorna, ale bardzo romantyczna. To  jeden z najbardziej popularnych kościółków wśród nowożeńców, by się pobrać przyjeżdżają tu nawet pary z Trójmiasta. Nie dane nam było, ze względu na koronawirusa, wejść niestety do środka.

 

Żuławy to oczywiście także wiatraki. Kiedyś było ich na tych terenach bardzo dużo, niestety zostały tylko dwa, ale za to jakie! Pierwszy, najstarszy w Polsce drewniany koźlak, znajduje się w Drewnicy. Zwróćcie uwagę na jego dach, który ma kształt odwróconej łodzi. W Drewnicy zobaczycie też wiele prześlicznych domów, a na dodatek  możecie zrobić tu sobie biwak nad rzeką na świetnie przygotowanym miejscu odpoczynku.

Drugi, jeszcze ciekawszy wiatrak znajdziecie w Palczewie. To klasyczny murowano-drewniany holender, który sprawia wrażenie, ze jesteśmy w Holandii. Mimo że brakuje mu jednego ze skrzydeł, i tak wygląda imponująco.

Zdecydowanie warte odwiedzenia są też mennonickie cmentarze z betonowymi, niszczejącymi grobami.

Jak widzicie na Żuławach nawet w maleńkich wioskach nie brakuje atrakcji. Chyba jednak najbardziej zachwycająca jest tutaj przyroda. Prawdziwie sielski krajobraz  z wierzbami i kwitnącymi na żółto polami rzepaku. Latem podobno jeszcze bardziej oszołamiająco wyglądają słoneczniki!

Żuławy to miejsce dla wszystkich, którzy szukają ukojenia i ucieczki od nadmiaru ludzi. Nie ma tu hoteli, a malutkie pensjonaty i agroturystyka. Oferta gastronomiczna  jest skromna, ale ciekawa. W gospodzie Mały Holender  można skosztować dań kuchni mennonickiej. Rozrywki to głownie relaks na łonie natury i jazda na rowerze (po tym płaskim i pustym terenie jeździ się rewelacyjnie). Cudowne miejsce nie tylko na ucieczkę od pandemii, ale od pospiechu i stresu, które często  nam towarzyszą. My jesteśmy oczarowani i na pewno jeszcze tu wrócimy.

Dobrze było wyjechać, oderwać się od codziennych wiadomości o kolejnych zarażonych i nowych pomysłach  na wybory. Na pewno był to wyjazd inny niż zwykle, nie chodziliśmy do muzeów, nie stołowaliśmy się w restauracjach, unikaliśmy ludzi, ale i tak było fajnie, nawet jeśli czasem widywaliśmy takie obrazki :).  


1 Komentarz

mama · 12 maja 2020 o 17:16

Pięknie na tych Żuławach,nigdy tam nie byliśmy,szkoda,może jeszcze kiedyś..Domy z tymi podcieniami,robią wrażenie,faktycznie nie wyglądają,jak chłopskie chałupy,historia bardzo interesująca i pięknie przekazana,jak zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.