Od dawna chciałam jechać nad polskie morze do jakiegoś miejsca, gdzie jeszcze nie dotarły masowa turystyka i komercja. Niestety, coraz trudniej takie znaleźć. Nie tylko  miasta takie jak Łeba, Ustka czy Władysławowo pękają podczas wakacji wręcz w szwach, a miejsce na plaży najlepiej byłoby w nich zarezerwować i ogrodzić parawanem już w listopadzie, ale także  niewielkie wioski rybackie, w których jeszcze 20-30 lat temu było cicho i przyjemnie zmieniły się w głośne imprezownie z kebabami i pamiątkami made in China w roli głównej. Zadaliśmy sobie z Arturem pytanie, czy nad Bałtykiem zostały jeszcze jakieś wioski niczym z dawnych lat i postanowiliśmy to sprawdzić.

Nie sposób zrobić tego podczas jednego sezonu, mamy więc plan, by przynajmniej raz na dwa lata jechać kamperem nad Bałtyk w poszukiwaniu tak zwanych „dziur’ czyli wiosek, w których pozorne nic nie ma. Mam pełną świadomość, ze to co dzisiaj możemy jeszcze uznać za teren wolny od masowej turystyki, za parę lat może nim już nie być, ale liczę jednak na to, że miłośnicy ciszy i spokoju zawsze będą mogli znaleźć swoje miejsce nad Bałtykiem.

Na pierwszy ogień poszło wybrzeże od Gdyni do Pucka. Wprawdzie podczas wyjazdu w tych miastach też byliśmy, ale naszym głównym celem był pas pomiędzy nimi. To niezbyt długi odcinek i niemal nieznany, tym bardziej budził nasze nadzieje. oto gdzie trafiliśmy:

1.Mechelinki

Wieś leży 12 km na zachód od Gdyni. Od koleżanki, która jeździ tu bardzo często, słyszałam o tym miejscu wiele dobrego: że pusto, ładnie, że ryby można kupić prosto z kutra, że fajny klimat itd. Nasze pierwsze spotkanie z Mechelinkami było raczej rozczarowujące. Ledwo przyjechaliśmy i stanęliśmy kamperem na szutrowym parkingu tuż przy plaży, a zerwała się taka burza, jakiej nie widziałam od lat.  Ale to nie pioruny były najgorsze, a ulewny deszcz, który w dwie godziny zamienił całą wieś w jedno wielkie bajoro. Z kampera wychodziliśmy prosto do kałuży, w której było wody do pół łydki. Straż pożarna przez dwa dni wypompowywała wodę z zalanych domów. Za to dzieci były zachwycone.

Gdy wody opadły, z każdą minutą podobało mi się coraz bardziej. Mechelinki to faktycznie klimatyczna wieś, ale taka, w której znajdziecie minimum turystycznych wygód. Są tu 4 smażalnie ryb,  dwie restauracje, urocza kawiarnia ze świetną ofertą śniadaniową,  gofry, lody, wypożyczalnia rowerów i sklep spożywczy, żadnych kebabów ani pizzy. Jest też budka z artykułami plażowymi i pamiątkami oraz jeden sklep monopolowy, ale bardzo kulturalny, żadnych meneli wokół. Bardzo podobał mi się klif, molo i port rybacki jak z dawnych lat.  Wcześnie rano można tu kupić świeżuteńkie ryby w bajecznie niskich cenach. Dla przykładu kilogram flądry kosztuje 7 zł. Panowie w sztormiakach zwijają sieci, a klienci z wiadrami wybierają co ładniejsze sztuki. Super atmosfera.

Plaża we wsi jest ładna, piaszczysta, szczególnie ta pod klifem, otoczona bujną zielenią. Takie plaże uwielbiam, gdy za plecami mam naturę, a nie miasto. Minusem jest wejście do wody, ponieważ w całych Mechelinkach  przy brzegu są kamienie. I to nie gładkie okrąglaki, a niewielkie, ale ostre i raniące stopy, dzieci nie będą zadowolone z kąpieli w takim miejscu. Buty do wody obowiązkowe. Miłośników natury zachwyci nie tylko klif, ale też Rezerwat Mechelińskie Łąki, gdzie masowo rośnie mikołajek nadmorski.

 

Baza noclegowa jest duża, nie ma wprawdzie we wsi wielkich hoteli, ale jest sporo apartamentów, domków i kwater prywatnych. Ładnego „centrum”  nie psuje widok wakacyjnych molochów, dyskotek, barów i straganów. Niestety, idzie tu już nowe. Kilkaset metrów od morza, nieco na uboczu, jak grzyby po deszczu wyrastają apartamentowce. Są za wzgórzem, póki co ich nie widać, ale obawiam się, że za kilka lat Mechelinki przestaną być klimatyczną wioską.

Póki co miejsce jest naprawdę fajne, może to nie do końca taka wieś, o jaką mi chodziło, ale  i tak znajdziecie tu wieczorną ciszę i pustą plażę, szczególnie  przy rezerwacie.

2. Rewa

3 kilometry za Melechinkami znajduje się kolejna wieś czyli Rewa, która słynie z długiego piaszczystego cypla. To już zupełnie inna bajka: stragany, kebaby, pizza, bary, szkółki windserfingowe itd. Pewnie poza sezonem jest tu pusto i cicho, ale podczas wakacji Rewa jest wsią tylko z nazwy. Na głównym deptaku tłumy, piesi przemykają  pomiędzy rowerami i elektrycznymi hulajnogami.  Na drodze hałas, ciągły ruch, a nawet korki. O ciszy nie ma mowy. Nie można Rewnie zarzucić braku urody, ale jeśli szukacie spokoju, to nie ten adres. Pewnie, nie jest to Łeba czy Międzyzdroje, jednak w porównaniu do Mechelinek to tętniące życiem miasto. Zupełnie nie o takie miejsce mi chodziło. Za to plaża jest tu śliczna, a wejście do morzą od strony zatoki idealne dla dzieci. Żadnych kamieni i płycizna.

https://www.trojmiasto.pl/

3.Osłonino

Ze względu na brak czasu, zrezygnowaliśmy z wycieczki do Osłonina, które znajduje się kawałek za Rewą. Z opowieści wiem, że to prawdziwa wieś, niczym z lat 70-tych, ale niezbyt urodziwa. Nie ma tu żadnych smażalni ani barów, jest tylko jeden sklep i mała plaża. Podobno to dobre miejsce dla miłośników karawaningu, bo można stanąć kamperem przy samym brzegu morza, ale plaża  oddalona jest od wsi o kilkaset metrów.

https://grupabiwakowa.pl/oslonino/

4. Rzucewo

Rzucewo rzuciło mnie na kolana. W efekcie, jaki wywołuje, upatruję genezy jego nazwy, ale Artur ma inną koncepcję. Na wyboistej drodze do wsi, tak rzucało naszym naszym kamperem, że myśleliśmy, że za chwilę się rozpadnie. Pal licho dojazd, wieś jest przepiękna!!! I bardzo, bardzo wiejska, a przy tym niezwykle elegancka. Zacznijmy od tego, czego tu nie znajdziecie. W Rzucewie nie ma ani jednej smażalni ryb, żadnego baru, gofrów, budki z lodami, czy sklepu z pamiątkami. A co jest?  Jeden sklep, jedna droga restauracja w zamku, skansen, piękny park, stadnina koni, stara lipowa aleja i zachwycająca plaża .No to po kolei. Zamek w Rzucewie pochodzi z XVIII wieku i nazywa się Jan Sobieski. Z naszym królem niewiele prócz nazwy ma wspólnego, owszem wcześniej stał tu zupełnie inny zamek, który należał do dóbr królewskich, ale to nie znaczy, że Sobieski tu mieszkał. Obecnie w pięknym zamku mieści się hotel, restauracja i sala weselna. Całość otoczona jest cudownym, romantycznym ogrodem pełnym kwiatów, ławeczek i starych powyginanych drzew. Tuż obok znajduje się równie ładna, bardzo zadbana, stadnina koni. Jeśli lubicie jazdę konną , będziecie zachwyceni ta okolicą. Artur powiedział, że mógłby spędzić tu w siodle cały miesiąc.

Ciekawym obiektem jest Osada Łowców Fok czyli niewielki skansen , wybudowany w miejscu, gdzie odkryto   neolityczną wioskę. Przez całe lato  organizowane są tu kameralne imprezy, koncerty, spotkania, biwaki. Bierze w nich udział po kilkadziesiąt osób, więc nie obawiajcie się dzikich tłumów. Zwłaszcza, że osada znajduje się kilkaset metrów od wsi.

Plaża jest zjawiskowa. Wąska, z delikatnym , jasnym piaskiem i pochylonymi nad wodą drzewami. Wygląda to jak na rajskich wyspach, gdzieś w południowo-wschodniej Azji. Byłam naprawdę oczarowana. To wymarzone miejsce dla dzieci, bo wejście do morza jest niesamowicie łagodne, a płycizna nie ma końca. Morze jest tu cieplejsze niż gdziekolwiek indziej w Polsce i zawsze bardzo spokojne.

Zapytacie, jak z noclegami i wyżywieniem? Z tym pierwszym nie ma większego problemu, znajdzie się coś na każdą kieszeń. Jest camping, na którym można rozstawić namiot, są prywatne kwatery, ośrodek  ładnych domków letniskowych , no i hotel w zamku.  W sumie trochę się tego nazbiera. Z posiłkami jest trochę trudniej, możecie gotować sami, zaopatrując się w sklepie, chodzić  na obiady do zamkowej restauracji albo dogadać się z którymś z miejscowych gospodarzy w kwestii wyżywienia. Zawsze można też podjechać czy pójść na spacer do sąsiedniego Pucka( 4 km) i tam korzystać z bogatej bazy restauracyjnej.

Jeśli szukacie naprawdę spokojnej, pięknej wsi nad Bałtykiem, chcecie spędzić wakacje na błogim lenistwie, z dala od masowej turystyki, to zapewniam, że to wręcz idealne miejsce. Oby tylko teraz, na to nieodkryte jeszcze Rzucewo, wszyscy się nie rzucili.

Wyjazd nad Bałtyk okazał się bardzo owocny. Znaleźliśmy dokładnie to, czego szukaliśmy, czyli miejsca, gdzie nie dotarły jeszcze tłumy wczasowiczów. Szczególnie polecam Rzucewo, ale zdaję sobie sprawę, że wieś tak odosobniona,  mała i spokojna dla niewielu będzie atrakcją. Pewnie Mechelinki, które wciąż mają klimat dawnych lat, ale zapewniają więcej  wakacyjnej wygody, znajdą liczniejszych amatorów. Ja po raz kolejny utwierdziłam się, że w przekonaniu, że Bałtyk jest piękny.

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.