Carska droga to wbrew nazwie niepozorna szosa,  która łączy miejscowość Twierdza-Osowiec na północy ze Strękową Górą na południu.  Ta 35-kilometrowa trasa biegnąca przez biebrzańskie bagna nazywana jest też Łosiostradą, gdyż do spotkań z tymi zwierzętami dochodzi tu wyjątkowo często.  Przez carską drogę przebiega również Podlaski Szlak Bociani oraz szlak  rowerowy Green Velo. Droga wiedzie przez Biebrzański Park Narodowy i jest dla mnie hitem tegorocznych wakacji. Jej nazwa wywodzi się stąd, że w przeszłości łączyła carskie twierdze: Łomżę, Osowiec i Grodno.

                 

Pewnie wielu z Was powie : przecież tam nic nie ma! Szosa jak szosa, lasy, bagna i nic poza tym. Prawda jest taka, że dla miłośników natury to jedno z najbardziej niezwykłych miejsc w całej Polsce.  Droga prowadzi przez szereg różniących się od siebie krajobrazów. Zaraz za Strękową Górą, koło  Laskowca, wjeżdżamy w podmokłe, bagienne olsy poprzetykane co jakiś czas szuwarami i rozlewiskami. Krajobraz jest tu mroczny i mglisty. Ten obszar to królestwo bobrów, jeleni, jenotów i wydr.

Następny odcinek to  rozległa polana Bagno Ławki, która po bliższych oględzinach okazuje się być podmokła. To najciekawszy odcinek trasy, miejsce, gdzie żyją łosie i lisy. Wiosną cały ten teren zamienia się w wielkie rozlewisko. Dominuje  tu roślinność torfowisk niskich,  gdzieniegdzie rosną brzozy, ich młode gałązki są przysmakiem łosi.

Tu  znajduje się też największa atrakcja Carskiej drogi  czyli kładka Długa Luka – miejsce kultowe wśród ornitologów. Jest to właściwie jedyne w Polsce miejsce, gdzie można zobaczyć sowę błotną, której liczebność w Polsce szacuje się zaledwie na kilkanaście par!!! Nam też się udało ją dostrzec, ale zdjęcie było robione z bardzo dużej odległości, więc jego jakość jest bardzo słaba. Ta wyjątkowa sowa buduje gniazda na ziemi i żeruje przez cały dzień, więc można ją zobaczyć nawet w południe.

Kolejna atrakcja Długiej Luki to wodniczka, bardzo rzadki, niepozorny ptaszek wielkości wróbla. Można powiedzieć, że ornitologów ogarnia tu wodniczkowe szaleństwo.

Wodniczka  w ciągu dnia śpi, wiec szansę, żeby ją zobaczyć mamy tylko o świcie (  w wakacje koło 4-5 rano) i tuż przed zmrokiem. Na końcu kładki wyczekują jej spotkania miłośnicy przyrody uzbrojeni w lornetki, lunety i aparaty z imponującymi obiektywami. Tu obowiązuje biebrzański lans: stroje w moro lub inne maskujące wzory. Perfumy też charakterystyczne dla tych okolic, im wyższe mają stężenie deet, tym lepiej. Komary mimo to tną niemiłosiernie.

Już po kilku minutach spędzonych na platformie wszyscy się znają i opowiadają o swoich fotograficznych sukcesach. Kto ustrzeli wodniczkę, natychmiast staje się autorytetem. Opowieści gdzie, kto i w jakich okolicznościach upolował super fotkę nie mają końca. Chwilami przerywa je pojawienie się wodniczki,  sowy błotnej czy też łosia. Wtedy słychać jedynie dźwięk migawek z aparatów. Są też  w okolicy oczywiście inne ptaki: bociany, żurawie, gęsi, kaczki itd.  Podobno wiosną, gdy wylewa Biebrza i Narew ptaków są miliony.

Na kładce spędziliśmy kilka poranków i wieczorów. Były to chwile niezwykłe, magiczne, takie, które  zostaną w mej pamięci na zawsze. Mieliśmy też szczęście, bo kilka razy w okolicy Bagna Ławki spotkaliśmy łosie. One tam są właściwie zawsze, tylko często trudno je dojrzeć w wysokich trawach. Łosie są powolne, żeby nie powiedzieć leniwe, za to mają mnóstwo uroku, szczególnie czarujące są ich rozmarzone oczy.

Choć łosie w ciągu dnia pokonują niewielkie odległości, potrafią rozpędzone wbiec na jezdnię,  a wtedy na carskiej drodze dochodzi do groźnych wypadków. Wzdłuż całej 35-kilometrówej szosy ustawione są znaki z informacją, że należy jechać wolno i ostrożnie.  Łosiostrada to królestwo zwierząt, ich teren i naprawdę trzeba uważać, żeby nie zrobić im krzywdy.

Dalej w stronę Osowca, mamy gęste lasy liściaste.  Mijamy dwa kolejne ciekawe punkty: wieżę widokową na skraju  Bagna Ławki a następnie Groblę Honczarowską. Od miejscowości Gugny  przy drodze pojawiają się wzniesienia,  teren jest coraz bardziej suchy i przechodzi w typowy las mieszany z przewagą sosny.  Kolejne świetne miejsce to Uroczysko Barwik z kolejną platformą widokową i wieżą na końcu. Szlak  odchodzący od szosy ma kilka kilometrów i pozwala na obserwację licznych ptaków i ssaków.

Na końcu szosy wjeżdżamy do miejscowości Twierdza Osowiec. Tu znajduje się okazała siedziba  Biebrzańskiego Parku Narodowego i oczywiście sama twierdza. Ta ostatnia jest podobno bardzo ciekawa, ale nam nie udało się jej zwiedzić, gdyż odbywa się to jedynie do godziny 13 po wcześniejszym uzgodnieniu z przewodnikiem.

Mam nadzieję, że do wiosny pandemia odpuści, bo marzy mi się kwiecień na rozlewiskach Biebrzy wśród bagien, ptaków i łosi. Świat bardzo się zmienił w ciągu kilku ostatnich miesięcy, a co za tym idzie zmieniło się nasze życie. Nie polecieliśmy na Lofoty,  nie pojechaliśmy do Rumunii, zimą nie zwiedzimy Omanu. Plany zupełnie się posypały, trzeba było znaleźć dla nich alternatywę. Dla mnie stała się nią fotografia, zwłaszcza ta przyrodnicza. Teraz w gumiakach, z rozwianym włosem i długim obiektywem biegam po szuwarach. polach, łąkach  i lasach i szukam nowych doświadczeń. Szczerze to pokochałam. Przeżyłam w tym roku moje pierwsze rykowisko i widziałam zlotowiska żurawi. Zrobiłam zdjęcia zimorodka, orłów bielików.  Daje mi to ogromną satysfakcję i pozwala zapomnieć o problemach. Bardzo bym chciała, żeby życie znów wróciło do normy, ale czas pandemii  nauczył mnie nowych rzeczy, które stały się moją pasją.  I tę pasję będę rozwijać, nawet gdy pandemia się skończy.

 


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.