Dzisiejszy wpis zamieszczam z duża dozą niepewności i nieśmiałości. Jestem początkującym fotografem, amatorem na całej linii, ale staram się  rozwijać. Od zakupu  na mojej ukochanej lustrzance Canona, robię zdjęcia tylko na ustawieniach ręcznych. Te na automacie są tragiczne. W sumie po co w ogóle kupować lustrzankę, skoro robi się zdjęcia tylko na ustawieniach automatycznych?  Zazwyczaj kupujemy drogi aparat, bo chcemy robić lepsze zdjęcia.  Na automatycznych ustawieniach tego nie osiągniemy. Z własnego doświadczenia wiem, że  dobre aparaty kompaktowe robią lepsze fotki niż lustrzanka na automatycznych ustawieniach, więc jeśli ktoś chce po prostu mieć w miarę fajne zdjęcia z wakacji, to kompakt za około 1000 zł będzie jak najbardziej w porządku.

No tak, praca na manualu to dobry początek, ale efekt i tak mierny. Fotki, które robiłam na  ręcznych ustawieniach  były zazwyczaj płaskie i szare. Oglądając zdjęcia profesjonalnych fotografów, doszłam do wniosku, że moje są jednak beznadziejne. Zaczęło mnie nurtować pytanie, co mogę zmienić w ustawieniach  aparatu, by zdjęcia miały w sobie więcej koloru, dramatyzmu, życia.  Poczytałam, posłuchałam i odkryłam, ze sukces wcale nie leży w ustawieniach, a w fotografowaniu w trybie raw. Czyli w gruncie rzeczy w trybie” nagim”, takim , kiedy aparat nic nam nie narzuca. Zdjęcie jest „gołe”, co oznacza ze wygląda  kiepsko, ale ma  rozmiar ok 5 razy większy niż tradycyjny jpg, a to naprawdę pole do popisu podczas obróbki. I w tym tkwi sekret zdjęć, jakie chcielibyście mieć na ścianie w postaci fototapety.

Tryb raw pozwala na przekraczanie granic. Możemy zupełnie zmienić kolory fotografowanego obiektu, np zamiast zielonej trawy, zrobić różową. Podczas obróbki bez problemu pozbędziemy się zbędnych przedmiotów typu przewody elektryczne.   Zamiast jesiennej szarugi, możemy  uzyskać ciepły październikowy krajobraz,  a  mało efektowne szczyty górskie, możemy podwyższyć o ile tak naprawdę chcemy. Standard u profesjonalnych fotografów górskich to 20 procent. W tym momencie nawet Łysica wygląda jak co najmniej Mont Blanc. Pojawia się pytanie czy to jest jeszcze w ogóle zdjęcie czy już iluzja?

Po raz pierwszy w przepięknym  Beskidzie Niskim robiłam fotki w formacie raw. Odkryłam, że ich obróbka naprawdę daje niemal nieograniczone możliwości zmiany krajobrazu. Wciągnęła mnie ta zabawa, ale zdjęcia zbyt odbiegające od rzeczywistości mi się nie podobały. W efekcie poprzestałam na drobnych zmianach dotyczących nasycenia barw, które w gruncie rzeczy wyglądają tak, jak widzi rzeczywistość nasze oko. Aparat to twór ograniczony, nigdy nie osiągnie perfekcji ludzkiego oka, a moje poprawki nie tworzą nowej rzeczywistości,  jedynie korygują ułomność maszyny. Robiąc zdjęcia w rawach, nie mam zamiaru kreować nieistniejących  miejsc, ale  wydobywać z niedoskonałych  fotek to, co w rzeczywistości jest żywe, barwne i trójwymiarowe. Czy przekroczyłam granice rzeczywistości? Według mnie nie, ale wiem, że kilka zdjęć może budzić wątpliwości. Cerkiew w  Piorunce fotografowana była wcześnie rano, w chłodnych barwach listopadowego poranka. Chmury naprawdę miały odcień różowy, choć na oryginalnym zdjęciu wyszły zupełnie szare. Dzięki drobnej korekcie, udało mi się ten kolor odzyskać.

Już wiem, że przy rawach pozostanę, ale obiecuję, że nie będę tworzyć rzeczywistości wirtualnej.  Co myślicie o moich zdjęciach w nowym formacie? Dajcie znać, bo Wasze zdanie jest najważniejsze.

A teraz już meritum czyli cerkwie Beskidu Niskiego.

Beskid Niski. A gdzie to właściwie jest? Takie pytanie zadawali nam WSZYSCY, którym powiedzieliśmy, że jedziemy tam na długi listopadowy weekend.  Koło Śnieżki? W okolicach Rzeszowa? Blisko Kielc? Nic z tych rzeczy. Beskid Niski  od wchodu graniczy z Bieszczadami, a od zachodu z Kotliną Sądecką. Choć, jak sama nazwa wskazuje, nie jest wysoki, wcale nie jest mały, powiedziałabym, że nawet bardzo rozległy. Leży na terenie dwóch państw: Polski i Słowacji i dwóch województw: małopolskiego i podkarpackiego. Najwyższy szczyt po stronie polskiej to Lackowa, która ma 997 metrów wysokości.

Chciałam napisać, że to region tak dziki jak Podlasie, ale skłamałabym. Podlasie wszyscy potrafią umiejscowić na mapie Polski. No i wszyscy wiedzą, że leży tam Białystok, prowincjonale, ale jednak całkiem duże miasto. Beskid Niski to kraina nieznana,  miast właściwie tu nie ma, a największe wsie zamieszkuje po kilka tysięcy mieszkańców. Przy nich Białystok to istna metropolia.  To najbardziej nieskażony,  zupełnie nieskomercjalizowany region w Polsce. Oszołamiająco piękny, a przy tym ujmująco skromny. Oczarował mnie zupełnie, no cóż po prostu straciłam dla niego głowę i już zawsze będę chciała wracać w te tereny, gdzie nie ma Lidla, Biedronki a   nawet Żabki. W ogóle znalezienie jakiegokolwiek sklepu w wielu miejscach jest niemożliwe.

Atrakcji nie ma tu dużo, to po prostu kraina łagodności, ciszy i spokoju, ale są łemkowskie cerkwie, które potrafią zawrócić w głowie. Łemkowie, jedna z czterech uznanych prawnie w Polsce mniejszości narodowych, zamieszkiwali te tereny do akcji wysiedleńczej Wisła. Obecnie w granicach naszego kraju mieszka ich około 10 tysięcy.

Ich cerkwie, stawiane wedle zasady, że  dom Boży powinien znajdować się wyżej niż inne,  zazwyczaj budowane są na wzniesieniach. Harmonijne wkomponowanie świątyń w otaczający krajobraz naprawdę zachwyca. Teren wokół świątyni zadrzewiano i grodzono kamiennym murkiem lub drewnianym parkanem, co wygląda naprawdę imponująco, zwłaszcza, gdy murek ma kształt koła.  Zazwyczaj łemkowskie cerkwie mają dzwonnicę przyległą do świątyni od strony zachodniej i trzy wieże różnej wysokości.

W Beskidzie Niskim znajduje się prawie 60 cerkwi łemkowskich. Część z nich została przekształcona  na kościoły katolickie.  Nam w ciągu 4 dni udało się zobaczyć prawie 30. Poniżej przedstawiam te, które najbardziej nam się spodobały.

Berest

To było pierwsze odwiedzone przez nas miejsce w Beskidzie Niskim. Dotarliśmy tu kamperem późnym wieczorem i postanowiliśmy zostać na noc na małym parkingu koło cerkwi . Pięknie podświetlona świątynia prezentowała się niesamowicie, jak z II części Dziadów A. Mickiewicza.  Było tajemniczo i magicznie.

Rano ta magia wcale się nie ulotniła. Cerkiew i stojąca obok niej dzwonnica wyglądały równie  niesamowicie. Choć zdają się pochodzić z tego samego okresu, tak nie jest. Świątynia stanęła w tym miejscu w połowie XIX wieku, a dzwonnica w 2003 roku. Od 1951 roku cerkiew pełni rolę kościoła rzymskokatolickiego. Przepiękne miejsce.

Piorunka

Cerkiew św. Kosmy i Damiana pochodzi z końca XVIII wieku, ale w 1909 roku została dosyć gruntownie przebudowana. Zatrzymaliśmy się przy niej przypadkiem, bo stała przy drodze, którą akurat przejeżdżaliśmy. W porannych, rózowych chmurach prezentowała się bardzo ładnie, choć trudno ją było sfotografować bez szpecących elementów.

Czyrna

Bardzo mi się podobało to miejsce! Cerkiew w kolorze ciepłego brązu w połączeniu z białym dachem wygląda jak z Krainy lodu. Akurat słońce zaszło i światło przybrało chłodny odcień, co idealnie pasowało do krajobrazu. W tym miejscu pomyślałam: jak dobrze, że przyjechaliśmy tu w listopadzie! Latem skąpana w słońcu świątynia wygląda zupełnie inaczej. Cerkiew pochodzi z roku 1893 , a od 1951 pełni rolę kościoła parafialnego.

Brunary

Cerkiew św. Michała to piękny obiekt z XVII wieku wpisany na Listę UNESCO. Ciemny budynek w połączeniu z białą wieżą wygląda bardzo ciekawie. Wnętrze jest zachwycające, pełne detali i elegancji.

Banica

Jedna z piękniejszych cerkwi, jakie widzieliśmy! Czarna jak smoła! Stoi na ostrym zakręcie niemal na samej drodze, co tylko dodaje jej atrakcyjności. By uzyskać lepszy kadr, weszłam na dach naszego kampera, czym wzbudziłam zainteresowanie mieszkańców. Nielicznych na szczęście, bo Banica to maleńka wieś. Brama do cerkwi pełni jednocześnie funkcję dzwonnicy, co jest bardzo oryginalnym rozwiązaniem. Wewnątrz ikonostas z 1787 roku!

Czarna

We wsi znajdują się dwie cerkwie, obie pod wezwaniem św, Dymitra. Ta, którą prezentuję jest starsza, pochodzi z XVII wieku. Z ulicy zupełnie jej nie widać, bo zasłaniają ją wysokie modrzewie.  Za obiektem znajduje się ładny cmentarz z kilkoma kolorowymi nagrobkami, jakie można często spotkać na Podlasiu. Przed cerkwią, przy  ulicy niedawno założono piękny, mały ogród z mostkiem, altanką. pomnikami i kapliczką.

Kwiatoń

Tutejsza cerkiew św. Paraskiewy, wpisana na Listę UNESCO, jest jedną z najlepiej zachowanych i najbardziej efektownych. Pochodzi z XVII wieku i uznawana jest za najpiękniejszy przykład stylu łemkowskiego. Prowadzą do niej aż dwie drewniane bramki z hełmami. Wewnętrzne ściany zdobi polichromia wykonana przez polskiego malarza Michała Bogdańskiego w 1904 roku. Malowidła na ścianach imitują marmurowe kolumny i gzymsy, co bardzo ciekawie wygląda.

Leszczyny

Może na tle innych cerkwi ta nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale jej ogromnym atutem jest położenie z dala od innych budynków, na skraju wsi. Jesienią, na tle przebarwiających się modrzewi wygląda zjawiskowo.

Bielanka

Nowa cerkiew w Bielance to obiekt w stylu kijowskim, który ma zaledwie 5 lat. Jak wszystkie tego typu jest murowana i kolorowa. W Bielance znajduje się też zabytkowa cerkiew drewniana z XVII wieku.

Hańczowa

Tego dnia pogoda zupełnie się zmieniła, Zamiast malowniczego nieba, pojawiła się mgła,  padało cały czas. Taka aura sprzyjała fotografowaniu cmentarzy wojennych, ale nie cerkwi. Zachmurzone niebo było jednolicie szare i wydobycie piękna świątyń na fotkach okazało się prawie niemożliwe. Robiłam, co mogłam, ale efekt jest słaby.

Cerkiew w Hańczowej to kolejny ciekawy obiekt łemkowski. Jest pięknie położona na łuku drogi i podczas dobrej pogody z pewnością stanowi doskonały cel dla fotografów.

Gładyszów

To stosunkowo nowa cerkiew, bo wybudowana w roku 1939 przez huculskich cieśli.Cerkiew Wniebowstąpienia Pańskiego zbudowano na planie krzyża greckiego. Z powodu wybuchu II wojny światowej, nie zdążono wykonać ikonostasu. Brak wieży i oryginalne barwy stanowią o jej wyjątkowości. Niestety, gdy tu byliśmy lało jak z cebra, wiec żadnego sensowego zdjęcia nie udało się zrobić.

Świątkowa Wielka

Najbardziej kolorowa cerkiew w Beskidzie Niskim. Wybudowana została w XVII wieku i służyła miejscowej ludności do Akcji „Wisła”, potem stała pusta aż do 1986 roku, gdy przemianowano ją na kościół katolicki. Podobno wewnątrz jest równie kolorowa, niestety, gdy przyjechaliśmy do Świątkowej była zamknięta.

Świątkowa Mała

Cerkiew św. Michała to piękny kościół z barwnymi elementami, który leży na uboczu wsi. Podobnie jak obiekt ze Świątkowej Wielkiej przez wiele lat stała opuszczona i padała ofiarą kradzieży. Generalny remont wykonano w roku 2010. Najpiękniej wyglądają kolorowe wieże.

Oczywiście w Beskidzie Niskim znajdziecie o wiele więcej pięknych cerkwi. My bardzo chcielibyśmy tam wrócić i zobaczyć pozostałe. Zresztą nie tylko cerkwie, bo te niewysokie góry są po prostu przepiękne. Już wkrótce zapraszam do obejrzenia innych atrakcji tego regionu.

A kiedy zwiedzać cerkwie? Najlepiej w sobotnie przedpołudnia, gdy obiekty są sprzątane. Nikt nie robi wtedy problemów, żeby cerkiew zwiedzić. Drobna ofiara mile widziana. Zazwyczaj osoba opiekująca się świątynią, czyli także sprzątająca, chętnie opowiada o jej historii.

Najgorszy dzień to niedziele. Wiele cerkwi pełni obecnie funkcję kościołów katolickich, więc w niedziele odbywają się w nich msze. Wokół roi się od samochodów i ludzi, trudno w spokoju świątynie obejrzeć i sfotografować, zresztą należy po prostu uszanować trwające nabożeństwa i nie przeszkadzać. Na wielu obiektach wywieszony jest numer do okolicznego przewodnika, można się z nim umówić na indywidualne zwiedzanie. .

Już kilka razy  usłyszałam pytanie, która cerkiew najbardziej mi się podobała. Tej jednej nie potrafiłabym wybrać, ale na podium znalazłyby się na równorzędnych miejscach: Kwiatoń, Berest, Czyrna, i  Banica , a trochę niżej  Gładyszów.


3 Komentarze

mama · 19 listopada 2019 o 10:35

Zdjęcia piękne,opis również bardzo mi się podoba,trzeba tam,jak i do innych miejsc pojechać i zobaczyć,

Ania BO · 20 listopada 2019 o 13:10

Beskid Niski to magiczne miejsce, Twoje zdjęcia idealnie oddają tą atmosferę baśni i tajemnicy. To prawda, że ta kraina zapada w pamięć na długo. Po Twoim wpisie aż mnie korci, żeby pojechać na Łemkowszczyznę, gdzie jakoś tak miesza się przeszłość i dzisiaj. Nigdy nie zapomnę uczucia, gdy idąc przez las nagle wychodzisz na polanę, gdzie kiedyś była wioska…są jeszcze ślady fundamentów, jakiś krzyż, zdziczałe jabłonie. Piękne miejsca znaleźliście!

    Beata · 20 listopada 2019 o 13:16

    Właśnie Aniu, te pozostałości po dawnych wioskach mają w sobie jakąś magię i tajemnicę. Skłaniają do refleksji, czy po nas też tylko tyle pozostanie?Bardzo dziękuję za piękny komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.