Podróż w Beskid Niski była jak przeniesienie się w czasie. Cała ta piękna kraina nie została jeszcze dotknięta masową turystyką, w ogóle można powiedzieć, ze turysta w tych stronach to wciąż rzadkość.

Nie znajdziecie tu hoteli, pensjonatów jest jak na lekarstwo,  kampingów zaledwie kilka. Noclegów trzeba szukać na prywatnych kwaterach albo przyjechać z namiotem i rozkładać się  na licznych, świetnie przygotowanych miejscach biwakowych.  Restauracje także są nieliczne, można je znaleźć głównie w Wysowej-Zdroju. W sezonie letnim działają w niektórych niektórych miejscach bary i smażalnie ryb. Nie znajdziecie tu także zamków, parków rozrywki czy muzeów.  Brak atrakcji, słabo rozwinięta sieć dróg i niskie góry i to główne przyczyny braku turystów. Przy Beskidzie Niskim Podlasie czy Bieszczady to jednak regiony masowo odwiedzane.

Można odnieść wrażenie, ze cywilizacja dopiero tu dociera. Dużych miast nie ma w ogóle, miasteczka policzymy na palcach, a wsie  w większości mają po kilkuset mieszkańców. Dominuje tu przyroda: dzika, nieskażona, tajemnicza, a nawet mroczna. Łatwo to było zauważyć, gdy przez kilka godzin padał deszcz, wcale nie jakiś ulewny. Wiele tutejszych rzek i strumieni jest nieuregulowanych,  po opadach woda błyskawicznie w nich  przybiera i występuje z brzegów.

Co więc robić w Beskidzie Niskim? Po pierwsze zwolnić. To doskonały region, by wcielić w życie coraz bardziej modny slow travel czyli podróże bez pogoni za kolejnymi atrakcjami, bez pospiechu, takie, gdy naprawdę mamy czas odpocząć, poleniuchować, porozmyślać. Po prostu uwolnić nasz mózg od nadmiaru bodźców i pławić się w ciszy.

Jedną z niezwykłości tej krainy są hodowle koni huculskich: dosyć niskich, krępych , za to bardzo silnych i słynących z łagodności. Największa stadnina znajduje się w Regietowie, ale także w Izbach i Tyliczu można uprawiać jeździectwo. Jazdy konne po dziewiczych obszarach górskich  z pewnością są znakomitą przygodą. Jeśli wolicie konie arabskie, też się nie zawiedziecie. Większość stadnin posiada jedne i drugie.

Oprócz dzikiej przyrody niewątpliwą atrakcję stanowią cerkwie łemkowskie (o których pisałam tutaj) i drewniane kościoły. Niektóre z nich wpisane zostały na Listę UNESCO. Szczególnie godnym polecenia obiektem jest Kościół św.Filipa i św. Jakuba w Sękowej, wzniesiony około 1520 roku. Jego oryginalna bryła sprawiła, ze nazywa się go Perłą Beskidu Niskiego. Trudno go uchwycić w szerszym kadrze i pokazać na zdjęciach całe jego piękno, gdyż jest otoczony wysokimi drzewami, a z tyłu rzeką.

O cerkwiach pisałam ostatnio, więc nie będę się powtarzać, powiem tylko, że są niesamowite i tworzą wyjątkowy klimat. Niemal w każdej wsi znajdziecie co najmniej jedną.

Charakterystycznym elementem tutejszego krajobrazu są  także liczne cmentarze, na których pochowano  żołnierzy poległych podczas I wojny światowej. Pod koniec trwającej jeszcze wojny, został utworzony Oddział Grobów Wojennych , którego szefem został kpt. Rudolf Broch, a zastępcą znany z wielu inskrypcji na grobach – kpt. Hans Hauptman. To oni mieli za zadanie nie dopuścić do grożącej epidemii, a więc zewidencjonować poległych żołnierzy, a następnie pochować ich w sposób godny, bez względu na przynależność narodową. Efektem ich działań są piękne, bardzo różniące się od siebie cmentarze, które skłaniają do zadumy. Najbardziej klimatyczny znajduje się na szczycie Magury Małastowskiej, obok świetnej ścieżki przyrodniczej.

 

Warto także zajrzeć na cmentarze koło cerkwi. Wiele z nich jest bardzo starych.

Dla mnie miejscem absolutnie fascynującym jest Magurski Park Narodowy, najbardziej dziki i pierwotny ze wszystkich polskich rezerwatów przyrody. Już na jego granicy zobaczymy takie oto znaki:

Są też ostrzeżenia przed wilkami i rysiami. Mimo, że  przez południową część parku  przebiega asfaltowa droga, człowiek jest tu intruzem. Teren jest niepokojąco dziewiczy i muszę przyznać, ze czułam się tu trochę nieswojo. Zwłaszcza po tym, jak tuż przed maską przebiegł nam wielki jeleń. Jadąc drogą w południowej części parku, pomiędzy Świątkową Małą, a Wyszowatką naprawdę trzeba zwolnić i uważać.

Serce tego terenu stanowi wieś Krempna, w której znajduje się Centrum Edukacyjne poświęcone faunie i florze tego regionu. Niestety, w weekendy jest nieczynne. No cóż, dziwna polityka…

Na terenie rezerwatu znajdują się ślady po dawnych wsiach. Ich ludność została wysiedlona po II wojnie światowej.  Niewiele pozostało, ot kilka grobów po cmentarzach, jakieś drzewa owocowe, które kiedyś rosły w sadach, czasem fundamenty domów. Aż nie chce się wierzyć, że kiedyś toczyło się tu normalne życie, ludzie pracowali w polach, dzieci biegały, słychać było szczekanie psów. Teraz panują cisza i bezruch, niemal wszystko pochłonęła przyroda. Podobno największe wrażenie robi Nieznajowa, niestety ze względu na kiepską pogodę, musieliśmy zrezygnować z wędrówki do niej. Widzieliśmy jedynie Rozstajne, pozostałości po nim znajdują się przy samej szosie.

Północna część Magurskiego Parku Narodowego jest zdecydowanie  bardziej turystyczna, na szlakach nawet w listopadzie można spotkać wędrowców. Nielicznych wprawdzie, ale w porównaniu do południowej części, gdzie oprócz nas były tylko sarny i ptaki to jednak prawie tłum. Dobrym punktem do wyjścia w góry jest Folusz, stąd można wybrać się szlakami do Diablego Kamienia, wodospadu albo na dłuższą wędrówkę, piękną trasą do Bartnego.

Beskid Niski to także dawne łemkowskie chaty czyli chyże. Mieszkańcy tego regionu żyli w długich drewnianych chatach z czterospadowym dachem pokrytym słomą. W jednym budynku żyli ludzie i zwierzęta.

Jeśli zamiast górskich wędrówek, cerkwi i łemkowskich chat wolicie małomiasteczkowy klimat, wybierzcie się do Wysowej-Zdrój. Nie da się jej porównać z takimi uzdrowiskami jak Krynica Zdrój czy Szczawnica, bo jest o wiele mniejsza i znacznie piękniejsza. W sławnych uzdrowiskach straszą wielkie, opuszczone sanatoria, wysokie ceny i tłumy na głównych ulicach. W Wysowej panuje sielska atmosfera, życie toczy się niespiesznie, aż chce się tu zostać na dłużej i skorzystać z różnych form odnowy biologicznej. Znajdziecie tu parę atrakcji, ale wszystko jest miniaturowe: Mały, śliczny, wpasowany w krajobraz aqua park, jeszcze mniejsza pijalnia wód mineralnych i niewielkie fenomenalne restauracje z tradycyjną kuchnią łemkowską.  Bardzo polecamy Stary Dom Zdrojowy, tutejsza restauracja serwuje obłędne dania. Rydze smażone na gęsinie są tu najlepsze na świecie. Julka, która w ogóle lubi grzyby, wciąż je wspomina. Ciasta to także mistrzowska klasa. Urokliwy jest także, oczywiście niewielki, park zdrojowy.

Po ubiegłorocznej podróży na Podlasie myślałam, ze nic mnie już chyba w Polsce nie zaskoczy. Sadziłam, że to właśnie północny-wschód jest najbardziej dziewiczym regionem naszego kraju. A jednak nie, Beskid Niski to niemal jak matecznik z Pana Tadeusza. Cudowny, boski region.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.