Ta historia zaczyna się jak bajka. Dawno, dawno temu, gdy byliśmy piękni i młodzi, a naszych dzieci jeszcze nie było na świecie, wymarzyliśmy sobie z Arturem podróż kamperem po Europie. Kilka krajów, różne strefy klimatyczne, krajobrazy, leniwe dni bez pośpiechu, presji itd. Niestety, byliśmy wtedy młodym małżeństwem na dorobku, a wypożyczenie samochodu kempingowego kosztowało bardzo dużo. Potem urodziły się nasze starsze dzieci i mieliśmy inne, ważniejsze wydatki niż podróż marzeń. Z czasem zaczęliśmy zwiedzać Europę, a nawet inne kontynenty, ale nigdy nie kamperem. Lata mijały, urodziła się Julka. Pięcioosobowa rodzina to już coś, więc nawet nie przyszło nam do głowy, że taka ekipa może zmieścić się w samochodzie eampingowym. Lataliśmy więc po świecie samolotami, okrążyliśmy w ten sposób 2, 5 razy równik. Jeździliśmy samochodami, własnym albo wypożyczonymi, nabijając na licznikach kolejne dziesiątki tysięcy kilometrów. Nocowaliśmy w hotelach, hostelach, apartamentach, wynajętych domach itd. Pamięć o niezrealizowanym marzeniu ledwo się tliła, ale nie dawała o sobie zapomnieć jak włos w gardle czy brzęczenie w uchu. Dopiero dwa miesiące temu, w Bieszczadach, gdy, zakochani w tamtejszej przyrodzie i atmosferze, wieczorem sączyliśmy drugie albo nawet trzecie wino, coś się w nas przełamało. Pomyśleliśmy, że chcemy dokładnie poznać Polskę, zwłaszcza miejsca, do których nie dotarł jeszcze kebab i chińska tandeta. I że najlepszy byłby do takich podróży kamper… I właściwie to moglibyśmy też pojeździć takim kamperem po Europie. O, na przykład jechać na zachód Francji, aż nad Atlantyk, albo zwiedzić Szwajcarię, a może wybrać się do Skandynawii ? I gdy tak sobie niezobowiązująco rozmawialiśmy, Marta powiedziała: a dlaczego w końcu nie kupicie tego kampera? Wow, to byłoby coś! Własny kamper, pełna swoboda w podróżowaniu, brak ograniczeń czasowych i PRZYGODA! Ta myśl nie pozwoliła mi spać. Już widziałam nas biwakujących w jakimś malowniczym miejscu, wokół lasy, cisza, słychać tylko szum strumienia, a my podziwiamy zachód słońca siedząc przy stoliku obok samochodu marzeń. Rano, gdy poziom alkoholu nieco opadł, zaczęliśmy rozmawiać z Arturem o tym pomyśle trochę rozsądniej. To przecież szaleństwo! Jest tyle innych wydatków, trzeba wymienić w końcu wykładzinę w dużym pokoju i położyć panele, zmienić nasze dwa leciwe auta osobowe na nowsze, zrobić remont dachu, a i drzwi wejściowe do domu czekają na wymianę. Z drugiej strony mamy swoje lata, potem może już być czasu na spełnianie marzeń…Ostatecznie, po bardzo długich rozważaniach, decyzja zapadła: kupujemy kampera!

Po powrocie do domu zaczęliśmy szukać samochodu kampingowego, który nie kosztowałby majątku, byłby sprawny i wygodny. Tak zaczęły się nasze wycieczki, najpierw po najbliższej okolicy, potem coraz dalej i dalej. A kampera naszych marzeń nie było… Jeden za mały, inny zalany, jeszcze inny zniszczony, kolejny też do bani. W końcu znaleźliśmy ciekawą ofertę niemal w… Bieszczadach. Pomyślałam, że coś w tym musi być, w końcu to właśnie w Ustrzykach Górnych zaczęliśmy poważnie myśleć o zakupie kampera. Pojechaliśmy i… zakochaliśmy się od pierwszego wejrzenia. Auto okazało się być takie, jak chcieliśmy. Duże, suche, sprawne i świetnie wyposażone. Na dodatek to wersja zimowa, z podwójną podłogą, izolacją i dodatkowym ogrzewaniem. Właściciel jeździł nim od kilku lat i bardzo niego dbał. Dla pewności pojechaliśmy na przegląd, mechanik potwierdził, że auto, mimo swojego wieku (ma więcej lat niż nasz syn), jest w bardzo dobrym stanie i może posłużyć jeszcze długo.

Ta historia zaczęła się jak bajka i jak bajka się kończy. Siedzimy właśnie przy stoliku obok naszego kampera w niezwykle malowniczej Dolinie Będkowskiej. Wokół lasy, cisza, słychać tylko szum strumienia, a my podziwiamy zachód słońca… Sączymy wino i robimy plany na następne weekendy, bo teraz mamy możliwość podróżowania w każdej wolnej chwili. Choć wciąż nie mogę w to uwierzyć, spełniliśmy swoje marzenie! Dach naszego domu i tak udało się wyremontować, panele mogą poczekać, a nasze dwa osobowe stare samochody sprawują się bardzo dobrze, po co zamieniać je na nowsze? Teraz pora na podróże, i te całkiem bliskie, po Polsce i te dalekie, po Europie. Chwilo trwaj!!!

Pozwólcie, że przedstawię nasz dom na kółkach dla sześciu osób. Oto peugeot J5 z zabudową Concorde. Mamy sypialnię na piętrze, jest duża, spokojnie wyśpią się w niej trzy osoby.

Na dole pokój dzienny z  wygodnymi kanapami i stolikiem. Błyskawicznie przerabia się go na kolejną wielką sypialnię.

Obok kuchnia , a w niej piec gazowy z trzema palnikami, spora lodówka, umywalka i całkiem pojemne meble.

Jest i łazienka z osobnym prysznicem.

Luksusy jak w domu: toaleta, ciepła woda , ogrzewanie, prąd (mamy na dachu dwa panele solarne), szyberdach, antena satelitarna. Tej ostatniej nawet w domu nie mamy, bo w ogóle nie mamy telewizora. Wiem, dziwni jesteśmy. W kamperze też nie będziemy telewizji oglądać. Jest oczywiście kabina dla kierowcy i jednego pasażera obok, ale na razie nikt nie chce nim być. Cała rodzina, prócz Artura, który nas wozi, siedzi w tyle przy stoliku. Gramy w planszówki, czytamy książki, Julka odrabia zadanie, jest cudownie. Żaden inny sposób podróżowania nie da Wam takich możliwości, a przygoda rozpoczyna się już pod domem.

Niech ta bajka trwa i kończy się słowami: i podróżowali długo i szczęśliwie.

Zapisz

Kategorie: Polska

5 Komentarzy

Zajączek · 15 października 2017 o 11:40

Ależ zrobiło się romantycznie. Piękna bajka z morałem – marzenia jednak się spełniają. Podróżujcie długo, szczęśliwie i bezpiecznie. Z wielką przyjemnością przeczytam dalszy ciąg tej BAJKI.

Mama · 15 października 2017 o 20:19

Dzieci spełniajcie dalej swoje marzeniai podróżujcie szczęśliwie,a czasami i my z Wami pojedziemy,oczywiście samochodem i z namiotem.

Beata · 15 października 2017 o 20:36

Bardzo dziękujemy za miłe komentarze i życzenia. Mamy zamiar wszystkich Was zabierać na wycieczki kamperem i nie musicie spać we własnym namiocie. Oczywiście nie wszystkich na raz! Chyba że ruszymy mega wielką ekipą, 5 namiotów i samochodów.Ale byłby ubaw!

Monika · 4 listopada 2017 o 19:05

Bardzo miło się czyta takie opowieści jak spełniają się innym marzenia. Bardzo ciekawy blog.
Będę tu zaglądać częściej, bo i my spędzamy podobnie do was wakacje i już tak sobie myślałam, że chyba jesteśmy dziwni 🙂 ps. I nie mamy telewizji.

Beata · 5 listopada 2017 o 09:27

Moniko, jak miło wiedzieć, że są ludzie podobni do nas! Pozdrawiam ciepło ze słonecznych Siemianowic

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.