Zaraz po tym jak prawie rok temu kupiliśmy kampera, postanowiliśmy, że pierwszym naszym celem podróży będzie …Polska. Zwłaszcza ta mniej znana, niemal dzika, a czasem nawet orientalna. Oczywiście to podróż wieloetapowa, bo nasza ojczyzna to całkiem spory kraj i jest w nim co zwiedzać. Postawiliśmy głównie na tereny wschodnie, których  wcześniej właściwie  w ogóle nie znaliśmy, a byliśmy ich bardzo ciekawi. Już po pierwszych wyjazdach nabraliśmy przekonania, że Polska jest bardzo niedoceniana. Z każdą kolejną podróżą poznawaliśmy pełne uroku miejsca. O istnieniu wielu z nich w ogóle nie mieliśmy wcześniej pojęcia, inne wprawdzie znaliśmy ze słyszenia, ale nasze wyobrażenia na ich temat były bardzo mgliste. Okazało się, że Polska to naprawdę fajny kraj. A najdłuższa i najbardziej obiecująca podróż dopiero przed nami! Już nie mogę się doczekać!

Póki co zapraszam na relację z podróży po pięknym  województwie lubelskim. Zaczynamy od Poleskiego Parku Narodowego.

Poleski Park Narodowy został utworzony w 1990 roku. Jego obszar jest równinny, dzięki czemu to świetne miejsce na wycieczki rowerowe. Większą część terenu zajmują torfowiska, bagna, jeziora i  stawy. Jeśli lubicie bliski kontakt z naturą, będziecie zachwyceni. My zakochaliśmy się w tym miejscu.

Na terenie parku znajduje się kilka świetnie przygotowanych pól biwakowych. Można na nich przenocować kamperem czy w namiocie, a opłaty wynoszą 2 zł od osoby. Każde takie miejsce ma wyznaczony krąg na ognisko, zadaszone altany, grill, toaletę, na niektórych są nawet prysznice. Do dyspozycji jest drewno, patyki do pieczenia kiełbasek itd. Full wypas.

My zdecydowaliśmy, że chcemy  nocować gdzieś  w głębi parku, więc wybraliśmy pole biwakowe w Pieszwoli, położone jakiś kilometr od drogi asfaltowej. Gdy dotarliśmy na miejsce parkowało tu kilka samochodów, ale na noc zostaliśmy sami. Było tak cicho, że aż nienaturalnie. Najbliższe zabudowania znajdowały się kilkaset metrów dalej, więc nie słyszeliśmy nawet psów czy kogutów.

Właśnie przy tym polu biwakowym rozpoczyna się świetna ścieżka przyrodnicza „Perehod”, która prowadzi między jeziorami i mokradłami. Ustawione są przy niej wieże widokowe  i specjalne budki do obserwacji ptaków. My wybraliśmy się na wycieczkę rowerową. Szlaki są naprawdę malownicze,  świetnie przygotowane i oznakowane, jeździ się łatwo, bo nie ma tu żadnych wzniesień. Po raz pierwszy na wycieczce rowerowej z Julką udało nam się przekroczyć 20 kilometrów! Mała zrobiła bez problemu prawie 25!

 

 

Na północnym skraju Poleskiego Parku Narodowego leży malownicza wieś Hola. Przez większą część roku panuje tu niezmącony spokój, ale w lipcu odbywa się sławny w okolicy Jarmark Holeński, ściśle związany z uroczystościami prawosławnymi w tutejszej ślicznej niebieskiej cerkwi.  W zabytkowej świątyni, pochodzącej z początku XVIII wieku, odbywa się nabożeństwo ku czci Świętego Antoniego Peczerskiego. Po uroczystościach religijnych odbywa się kiermasz sztuki ludowej,  staroci, potraw regionalnych, miodów i wyrobów z wosku. Całej imprezie towarzyszą występy zespołów ludowych.

My byliśmy w Holi w czerwcu i nie spotkaliśmy żadnych innych turystów.

Hola słynie nie tylko z cerkwi, na terenie tej niewielkiej wioski znajduje się też uroczy  skansen. Jego opiekun mieszka w tym ślicznym białym domku na zdjęciu poniżej. Gdyby skansen był zamknięty, zapukajcie do niego.

Wśród zgromadzonych zbiorów największe wrażenie robi wiatrak ” koźlak” , można do niego wejść i zobaczyć, jak dawniej wytwarzano mąkę.

 

Za skansenem, w polach znajduje się stary, trochę zaniedbany cmentarz prawosławny. Bardzo klimatyczne miejsce. Większość grobów jest starych, ale znajdziemy tu też nagrobki z ostatnich lat.

Jakieś 20 km na wschód od Holi znajduje się Włodawa, miasto trzech kultur.

Pamiętacie jeszcze z polskiego radia codzienny raport o stanie rzek i słynne zdanie „Stan Bugu we Włodawie wynosi…”? Słupek, przy którym mierzono wysokość wody w rzece wciąż jest popularny wśród turystów.

Bug płynie tu sobie leniwie i jest niesamowicie malowniczy, ale o  atrakcjach leżących nad rzeką będzie w następnym wpisie.

Włodawa jeszcze sto lat temu była miastem gwarnym, wielokulturowym, Kwitł tu handel, któremu  sprzyjało położenie nad Bugiem. Towary łatwo było spławiać. Obecnie to senne miasteczko, któremu przydałaby się solidna dotacja na remont zabytków. Bo ciekawych miejsc tu nie brakuje. Na pewno numerem jeden są trzy wspaniałe świątynie: Cerkiew Narodzenia Najświętszej Marii Panny, Wielka Synagoga i Kościół św.Ludwika( inaczej kościół Paulinów).

Ten ostatni pochodzi z połowy XVII wieku. Jego wnętrze w całości pokryte jest późnobarokową polichromią i naprawę robi wrażenie. Pod kościołem znajdują się katakumby, które można zwiedzać. Świątynia jest pięknie położona na wzgórzu i widać ją z każdego zakątka Włodawy.

Niezwykle interesująco wygląda cerkiew z XIX wieku.  Zbudowana została w stylu bizantyjskim i jest orientowana, a to oznacza, że ołtarz główny znajduje się na wschodzie, czyli w stronę, z której ma przyjść Chrystus podczas Drugiego Przyjścia. niestety, nie mogliśmy zobaczyć, jak wygląda jej wnętrze, gdyż świątynia jest w remoncie.

Trzeci wspaniały obiekt to Wielka Synagoga i przylegające do niej muzeum. Co tu dużo mówić, synagoga jest piękna. Zbudowana została w XVIII wieku, a część funduszy na jej budowę podarowała rodzina Czartoryskich. Cały obiekt spłonął podczas I wojny, ale został odbudowany. To miejsce nastroiło mnie melancholią. Żydzi byli ważną częścią włodawskiego społeczeństwa, stanowili 60 jego procent. Tak było aż do II wojny światowej. W wyniku Zagłady zginęli albo zostali wywiezieni.

Unikatowym miejscem na mapie Włodawy jest Czworobok czyli  zespół kramów żydowskich z XVIII wieku. Z zewnątrz wygląda dosyć zwyczajne, ale niewiele już takich budynków zostało. Kramy i jatki zbudowane na planie kwadratu tworzą wewnętrzny dziedziniec, na który prowadzą dwie bramy. Charakterystyczny dla Włodawy był podział miasta według  sprzedaży wokół Czworoboku: na zachód od niego znajdowały się stragany z odzieżą i galanterią, na północ – sklepy z narzędziami, na wschód – sukna i tkaniny, a na południe – produkty spożywcze oraz popularna w XIX w. restauracja Israela Szmuela Grinszpana.

Obecnie Włodawa słynie głównie z Festwalu Trzech Kultur, który corocznie odbywa się we wrześniu.Trzydniowa impreza, organizowana przez Muzeum Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego, ma na celu upamiętnienie wielokulturowej tradycji miasta. Symbolem festiwalu jest drzewo, z wyrastającymi ze wspólnego pnia trzema kolorowymi gałęziami symbolizującymi tradycje katolickie, żydowskie i prawosławne.

To przygraniczne miasteczko bardzo nam się podobało. Jest nostalgiczne i przypomina o obecnych podziałach na tle wyznaniowym, bo jak pisał Antoni Słonimski „Nie ma już tych miasteczek, gdzie biblijne pieśni
Wiatr łączył z polską piosnką i słowiańskim żalem,
Gdzie starzy Żydzi w sadach pod cieniem czereśni
Opłakiwali święte mury Jeruzalem.”

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.