Tuż za naszą zachodnią granicą znajduje się cudownie sielska kraina, która skradła moje serce czyli Spreewald. Po raz pierwszy przeczytałam o niej w internecie kilka lat temu i od tamtej pory marzyłam, by ją zobaczyć. Urocze mosty przerzucone nad kanałami, leniwie płynąca rzeka Szprewa i jej liczne odnogi, domki jak z bajek, klimatyczne gospody,  czyste powietrze, brodzące na mokradłach żurawie, a to wszystko skąpane w zieleni. Czyż nie brzmi to jak raj?

Spreewald leży na Zachód od Zielonej Góry, jakieś 50 km za granicą. Ta urokliwa kraina powstała w wyniku zlodowacenia, które poszarpało rzekę na liczne strumienie ciągnące się łącznie na długości prawie 1000 km.   Obecnie, w formie kanałów, przecinają one pola, łąki i lasy, a nawet wioski. Efekt jest taki, że do niektórych miejsc można dotrzeć tylko łodzią. W 1991 roku Spreewald został uznany za rezerwat biosfery UNESCO.

My zatrzymaliśmy się w miasteczku Lubbenau, skąd wyruszaliśmy na wycieczki. Podobno latem to miejsce jest dosyć zatłoczone, ale podczas tegorocznej majówki, było prawie pusto. Lubbenau jest śliczne. Centrum stanowi piękny długi rynek, otoczony niewysokimi kamienicami.  Znajdziecie tu sporo atrakcji: zamek w stylu klasycystycznym z XIX wieku, Muzeum Spreewaldu, kościół św, Mikołaja z XVIII wieku , ale szczerze mówiąc  to wszystko nie może konkurować pięknem kanałów i fantastycznych tras rowerowych.

Poza miasteczkiem na łąkach i mokradłach można oglądać niezwykle bogatą faunę: są tu bobry, całe bogactwo ptaków, ponad 800 gatunków motyli, 48  ważek, a to zaledwie początek długiej listy. Także flora przedstawia się imponująco, występuje tu ponad 1800 gatunków roślin, w tym wiele bardzo rzadkich. Nas oczarowały nie tylko dzikie stworzenia, ale i kudłate krowy niczym ze Szkocji. Czyż nie są słodkie?

Poza Lubbenau, które uchodzi za stolicę regionu, znajdziecie tu jedynie maleńkie wioski. Za najładniejsze uważa się Ledhe i Leipe.  Ruchu kołowego właściwie w nich nie ma, szczególnie w Ledhe, wiec najlepiej dotrzeć tu na rowerem albo łodzią.

Hitem tutejszej kuchni są ogórki. Region słynie z kiszonych i konserwowych i powiem Wam szczerze, że te ostatnie są obłędne. Do wyboru mamy kilkanaście smaków, nam najbardziej przypadły do gustu chilli i curry. W Spreewaldzie w każdej gospodzie zjecie zupę ogórkową na różne sposoby, sałatki z ogórkami, a to wszystko możecie popić piwem ogórkowym albo ogórkową lemoniada. Jest nawet gurken likor. Bardzo polecam też tutejsze musztardy. Ja kupiłam o smaku mango curry i była rewelacyjna.

Obowiązkowym punktem wyjazdu do Sreewaldu jest wycieczka łodzią po kanałach. Najlepiej typową dla tego regionu, płaskodenną, wprawianą w ruch za pomocą długich tyczek, zwaną kahn. Kajak tez będzie super. Ceny w licznych wypożyczalniach są w zasadzie takie same w całym regionie, nie ma więc sensu jeździć i szukać czy gdzieś jest taniej. 2 godzinna przejażdżka kahn to koszt kilkunastu euro od osoby.

 

  Podczas wycieczki łodzią będziecie mogli kupić w okolicznych gospodach i barach coś do picia albo jedzenia nawet z niej nie wychodząc.  Okoliczni mieszkańcy sprzedają też ogórki, pajdy chleba z masłem i lokalne produkty. Każda z oferowanych tras jest bardzo malownicza. Cudowne miejsce ten Spreewald, taka sielskość nad sielskościami.


1 Komentarz

Zajączek · 13 czerwca 2019 o 22:18

Piękne miejsce, a krówki przeurocze:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.