Każdy, kto przyjeżdża do Andaluzji tylko na kilka dni odwiedza zazwyczaj najsławniejsze miejsca, takie jak Sewilla, Granada czy Kordoba, ale południowa Hiszpania to nie tylko piękne miasta, alcazary, orgody i kościoły. Warto choć na jeden dzień wybrać się w góry Sierra de Grazalema i zobaczyć śliczne białe wioski. Pueblos blancos , bo tak  się nazywają po hiszpańsku,  leżą w prowincjach Kadyks i Malaga. Pomiędzy nimi przebiega sławny szlak turystyczny Ruta de los pueblos blancos.  Ich nazwa pochodzi od białych fasad domów, które są pomalowane wapnem.  Niektóre to faktycznie maleńkie wsie, dosłownie skupiska  kilku domów. Inne są całkiem spore, mają nawet kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców. W wielu znajdują się piękne kościoły, zamki, areny walk byków, ogrody. W innych właściwie prócz białych domów nie ma nic nadzwyczajnego, a mimo to są urocze. Ogromne wrażenie robią także z powodu swojego położenia: albo stoją dumnie na szczycie wzgórz, jak Arcos de la Frontera, które możenie zobaczyć na zdjęciu powyżej, albo położone są w dolinach pomiędzy wysokimi górami. Niektóre z kolei wciśnięte są pod skały.

My przejechaliśmy szlak Routa de los pueblos blancos, co zajęło nam cały dzień. Trasa liczyła około 300 kilometrów. Wyjechaliśmy z Sewilli w stronę Arcos de la Frontera, a skończyliśmy w Olverze.  Wszędzie było właściwie pusto, żadnych turystów. Zapraszam w podróż do białych miasteczek.

EL BOSQUE

Do wspomnianego wcześniej Arcoz de la Frontera nie wjeżdżaliśmy. Zatrzymaliśmy się tylko na chwilę u podnóża zbocza, na którym stoi, by zrobić zdjęcia. Pierwszym miasteczkiem, w którym  się zatrzymaliśmy było El Bosque. Właściwie miasteczko to za dużo powiedziane, mieszka tu zaledwie 2 tysiące ludzi. Białe domy, położone na zboczu, pięknie odcinają się od zielonych wzgórz. To miejsce pełne uroku, choć nie ma tu jakiś super atrakcji. Jest niewielka arena walk byków, maleńki kościółek, przyjemny plac  otoczony białymi arkadami, punkt widokowy i właściwie tyle. Do tego kilka sklepów i restauracji. Przyjemne miejsce na kawę i spacer.

GRAZALEMA

Grazalema jest niewiele większa od EL Bosque, ale atrakcji znajdziecie tu zdecydowanie więcej. No i trzeba przyznać, że jest piękniejsza. Zwłaszcza teraz, gdy kwitły wiśnie i inne drzewa owocowe wyglądała wprost cudownie. Położona jest w dolinie pod wysokimi skalami i robi wrażenie już z daleka. To najpopularniejsza baza wypadowa dla tych, którzy wybierają się w wysokie góry Sierra de Grazalema. W miasteczku jest więc sporo hoteli i barów. Podobno to jedno z najbardziej deszczowych miejsc w Hiszpanii, jednak dzięki temu latem, gdy na równinach panują ponad czterdziestostopniowe upały  i cała roślinność wysycha na wióry, Grazalema wciąż jest zielona.

W sercu wioski znajduje się niewielki, ale śliczny, rynek główny, Plaza de España, otoczony barami i restauracjami. Pośrodku niego stoi XVIII-wieczny kościół Neustra Senora La Aurora. W miasteczku znajduje się także ładny jest ratusz i kościół parafialny, Iglesia de la Encarnación. Jeśli z głównego placu pójdziecie w górę ulicą Mateos Gago, dojdziecie do  kolejnego XVII wiecznego kościoła  Iglesia de San José,  który dawniej należał do zakonu Karmelitów. Obok znajduje się punkt widokowy z widokiem na wioskę. Śliczne miasteczko, na pewno można tu spędzić kilka miłych dni.

ZAHARA

Zahara jest pięknie położona na wzgórzu pod skałą. Poniżej znajduje się jezioro, więc z daleka całość wygląda imponująco. Nam nie udało się zrobić fotki z oddalenia, bo przyjechaliśmy inną drogą, więc dla zobrazowania, jak to miejsce wygląda, wrzucam zdjęcie z Wikipedii.

https://hu.wikipedia.org/wiki/Zahara_de_la_Sierra

Zahara została założona przez Marów, śladem po tamtych czasach jest zamek-twierdza, który stoi na skale nad miasteczkiem. Uliczki są tu strasznie strome i wąskie. My wjechaliśmy autem, ale z perspektywy czasu uważam, że najlepiej samochód zostawić na parkingu na dole i wejść pieszo. To ładne miejsce, ale nie ma tu hoteli ani zbyt wielu barów. Trzeba ich szukać niżej, nad jeziorem. Zahara słynie ze specjalnej marmolady z pigwy wytwarzanej przez lokalnych producentów.  

 

SETENIL DE LAS BODEGAS

Z daleka Setenil nie prezentuje się jakoś szczególnie. Ot, kolejne pueblo blanco, białe domy i kościół na szczycie. Nie dajcie się zwieźć, Setenil ma coś, czego nie ma żadne inne pueblo: skalną szczeliną, w którą zostały wbudowane domy.

Historia miasteczka sięga XII wieku, kiedy to na górującym  nad rzeką Guadalporcun wzgórzu Maurowie zbudowali twierdzę. W ciągu kolejnych wieków w dolinie rzeki zbudowano niewielkie miasteczko, które, z uwagi na brak miejsca, dosłownie wciśnięto między brzeg rzeki a wzgórze. Część domów zbudowano w skalnej szczelinie, którą dodatkowo pogłębiono. Ukryte pod górą domy dosłownie w nią wrosły. Wygląda to bardzo efektownie, ale nie wiem, czy chciałabym spać w łóżku, na którym wisi potężna skała. 

OLVERA

Wszystkie pueblos blancos, które zwiedziliśmy, bardzo nam się podobały, ale królowa może być tylko jedna. To Olvera. Widok miasteczka położonego na wzgórzu pośród plantacji oliwek wprost zapiera dech w piersiach.

Najstarsze dokumenty potwierdzające istnienie Olvery pochodzą z XII wieku, ale najprawdopodobniej miasteczko powstało znacznie wcześniej. Początkowo nazywała się Olivera, od oliwnych drzew rosnących u jej stóp. Z czasem nazwa się przekształciła. W 1983 r.  została uznana za „chroniony obszar o znaczeniu artystycznym i historycznym”. Te dwie imponujące budowle na wzgórzach to kościół Nuestra Señora de la Encarnacióni i arabski zamek z przełomu XII i XIII wieku. Kościół w stylu klasycystycznym został zbudowany przez księcia Osuña w 1822 r. U stóp tych dwóch majestatycznych budowli rozpościera się piękne stare miasto z wąskim, brukowanymi uliczkami.

W Olverze trzeba się sporo nachodzić pod górę. Nie da się dojechać autem pod kościół i zamek, choć Artur próbował. Nie przewidział, że wąska droga, zwęża się jeszcze bardziej, a na dodatek na szczyt prowadzą schody. Efekt był taki, że musiał wycofywać jakieś 200  metrów uliczkami tak wąskimi, że zamknęłam oczy, żeby tego nie widzieć. Zresztą nie tylko On. Za nami ustawiło się kilka innych samochodów, o wiele mniejszych niż nasz wypożyczony Citroen C4, wszystkie należały do okolicznych mieszkańców . Zablokowaliśmy ruch na prawie kwadrans, zrobiło się małe zamieszanie. Na szczęście miejscowi byli wobec nas bardzo wyrozumiali, tylko uśmiechali się z politowaniem.  W końcu udało się zjechać, ale poziom adrenaliny miałam  w tym momencie bardzo wysoki. Nie chodziło o to, że bałam się, że zedrzemy lakier na samochodzie, bo mieliśmy wykupione AC, ale już sobie wyobrażałam,  że utkniemy w jakim wąskim zaułku i nie będziemy mogli ruszyć ani wyjść z auta.

Za to jak już dojdziecie na górę ( pieszo), zobaczycie piękny widok na całą okolicę.

MIJAS

Opisane powyżej miasteczka leżały w prowincji Kadyks. Kilka dni później, gdy byliśmy w Maladze, wybraliśmy się  do Mijas, położonego kilkanaście kilometrów od słynnej Marbelli. To już zupełnie inny świat i inna atmosfera. Do Mijas łatwo jest dojechać z pobliskiej autostrady nawet autokarem, więc sporo tu turystów, a miasteczko należy raczej do tych skomercjalizowanych. Wszędzie pełno jest sklepów z pamiątkami, drogich restauracji, barów, hoteli, straganów z wyrobami ze skóry  i osiołków. Moda na te ostatnie zapanowała w latach 60-tych XX wieku. Dawniej woziły miejscowych do pracy, obecnie traktuje się je jako żywe taksówki. Mijas nas nie zachwyciło. Ładne, ale nic poza tym. W sumie najbardziej podobał nam się widok, jaki stąd się rozpościera.

Za kilka dni zapraszam na wirtualną wycieczkę do jedynego w swoim rodzaju błękitnego miasteczka- Juzcar.

A na koniec kilka wskazówek praktycznych.

Jeśli wybieracie się w góry Sierra de Grazalema w sezonie zimowym, ubierzcie się ciepło. Podczas gdy w Sewilli świeciło słońce, a temperatura dochodziła do 20 stopni C, w białych miasteczkach było zimno. Trudno się dziwić, Sierra de Grazalema mają nawet 1600 metrów. Jak to w górach, pogoda jest zmienna. Chwilami świeciło słońce, ale przez większość dnia było pochmurno i wiał wiatr.

Jeśli kiepsko znosicie jazdę samochodem, zaopatrzcie się w lokomotiv. Trasa jest długa i dosyć kręta.

Zostawiajcie samochód na parkingach przy wjeździe do pueblos blancos. Miasteczka mają wąskie uliczki, łatwo w nich obedrzeć lakier na samochodzie.

 

Kategorie: Hiszpania

1 Komentarz

Zajączek · 4 marca 2018 o 22:30

Zjawiskowo. Domy w skalnej szczelinie robią wrażenie. Czy chciałabym tam mieszkać? Nie wiem, ale napić się kawy i zjeść pyszne lody w jednej z tamtejszych kafejek, czemu nie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.