Nie wszyscy jeżdżą na nartach albo biegówkach, są tacy, którzy w ogóle nie lubią sportów zimowych, a co więcej, nie lubią zimy!  My z mężem z pewnością możemy się zaliczyć do tej grupy. Już sama myśli o mrozach, ciepłych ubraniach, braku słońca czy  krótkim dniu odbiera nam radość życia. Biały, świeży śnieg czasem nawet nam się podoba, głównie wtedy, gdy patrzymy na niego przez okno. Po nocach zimą śni mi się słońce na zmianę z koszmarami dotyczącymi potencjalnych rachunków za gaz. W takich chwilach chciałoby się rzucić wszystko i wyjechać gdzieś, gdzie będzie ciepło. Pytanie tylko gdzie? Dalekie, egzotyczne kierunki są drogie. A może by tak ruszyć na południe Europy? Wprawdzie upałów nie będzie, ale 15 stopni to i tak o niebo lepiej niż minus 10 w Polsce.

Od kilku lat spędzamy ferie zimowe w krajach basenu Morza Śródziemnego. Ze względu na moją pracę mamy możliwość wyjazdu tylko w styczniu lub lutym,w zależności od tego, jak na Śląsku wypadają ferie. Taka podróż w środku zimy do miejsc, które kojarzą  się z letnimi wakacjami, pozwala nam naładować akmulatory na kolejne tygodnie.  Wiadomo, nie jeździmy do Rimini czy Lloret de Mar, bo o tej porze życie w wakacyjnych miasteczkach zamiera, ale zwiedzamy duże miasta i ich okolice. Niezłym wyborem są też Wyspy Kanaryjskie ( tam przydadzą się nawet szorty i bikini! ) czy choćby Sycylia.

Czego możemy się po takiej podróży  spodziewać?

  1. Bardzo przyjemnych temperatur!  W południowych miastach zazwyczaj jest to 15-17 stopni, mogą się zdarzyć cieplejsze dni, ale bywa też być chłodniej. Na Kanarach  możecie liczyć na 20-23 stopnie.
  2. Dłuższego dnia! Na południu Europy w drugiej połowie stycznia, w zależności od położenia geograficznego, zmrok zapada między 18  a 19.  Wprawdzie rano słońce wstaje później niż u nas, bo ok 8, ale to oznacza, że możemy dłużej spać bez wyrzutów sumienia.
  3. Słońca! Na południu deszcz pada po kilka dni w styczniu i  lutym, poza tym zazwyczaj jest słonecznie. Jasne, może się zdarzyć,ze pojedziecie do Neapolu na tydzień i akurat przez cały ten czas będzie lało, jednak jest znacznie większe prawdopodobieństwo ładnej pogody.Nam podczas każdej podróży albo trafiały się pojedyncze deszczowe dni albo nie było ich wcale. A na Teneryfie w lutym spadł śnieg, na szczęście tylko wysoko w górach. Nad oceanem i tak było ciepło i słonecznie.
  4. Zieleni! U nas łyse drzewa i szare błoto na ziemi, a tam pomarańcze i trawa. W krajach południowych mnóstwo roślin jest zimozielonych,   a inne nie tracą liści w dodatnich temperaturach. Oczywiście są i takie drzewa, które łysieją, ale ogółem jest zielono. Zwłaszcza, że trawa ma soczysty kolor przez cały rok. Możecie nawet spodziewać się kwitnących kwiatków. W Paestum pod Neapolem w lutym robiliśmy wianki ze stokrotek  i leżeliśmy na ziemi, oglądając obłoki. W styczniu w Rzymie widzieliśmy kwitnące róże. Na Kanarach, wiadomo,  zimą jest tak zielono i kolorowo jak latem.
  5. Niskich cen!!! To jeden z największych atutów zimowych podróży. Ceny hoteli i transportu mogą być nawet o 75 % niższe niż latem.  Podam Wam prosty przykład. Wkrótce lecimy do Andaluzji. Bilety lotnicze do Sevilli kupiliśmy za 200 zł (w najlepszym momencie były po 144, ale za późno dowiedzieliśmy się o promocji), na podróż w lipcu kosztują ponad 600. Komfortowy apartament w Sevilli, który zarezerwowaliśmy, znajdujący się  blisko zabytkowego centrum kosztuje 1100 zł na 11 dni.  Jego cena w lipcu to prawie 4 tysiące. Za wypożyczenie samochodu średniej klasy na 11 dni ( z pełnym ubezpieczeniem czyli  z AC) płacimy niecały tysiąc zł.Latem zapłacilibyśmy prawie dwa razy więcej!
  6. Braku tłumów turystów! Jasne, w takich miejscach jak plac przy fontannie Di Trevi zawsze jest tłoczno, ale ogółem zimą turystów jest znacznie mniej, a to oznacza większą przyjemność ze zwiedzania i oszczędność czasu, który podczas letnich wakacji zmarnowalibyśmy  w kolejkach. W styczniu w kolejce na Watykan staliśmy kilkanaście minut, latem czeka się nawet  dwie godziny.
  7. Zwiedzania bez ociekania potem wskutek upałów. W lipcu we Florencji było ponad 40 stopni w cieniu. Miałam wrażenie, ze lada chwila dostanę udaru. Nie interesowała mnie katedra Santa Maria del Fiore, tym bardziej, ze w środku panował taki sam upał. Na nagiego Dawida ledwo rzuciłam okiem, a na Ponte Vecchio  weszłam tylko po to, by rzucić się z niego do rzeki w celu ochłody. Niestety nie dało się, bo prawie cały most jest zabudowany sklepami jubilerskimi, a w jedynym miejscu, w którym da się podejść do barierki stał dziki tłum  turystów. W tak wysokich temperaturach cały zapał do zwiedzania ciekawych miejsc pryska. Zimą nam to nie grozi. W Rzymie czy Neapolu, podczas ferii zimowych,  spędzaliśmy po 10 godzin na chodzeniu po muzeach, kościołach itd.

To tylko najważniejsze zalety podróżowania na południe Europy zimą. Teraz,kiedy mam nadzieję, że już Was przekonałam do wyjazdu, zastanówmy się gdzie jechać.  My zdecydowanie stawiamy na duże miasta i regiony, do których, ze względu na upały, latem pewnie byśmy się nie wybrali.Co mogę polecić?

1.Rzym

Byliśmy w ubiegłym roku w styczniu razem z moimi rodzicami i wszyscy wróciliśmy oczarowani. To był wyjątkowo zimny styczeń, tak przynajmniej twierdzili Włosi, którzy, mimo iż było 13- 16 stopni, chodzili w czapkach, rękawiczkach i grubych szalach. Według nas pogoda była cudowna, zdarzało się, że mieliśmy na sobie tylko cienkie bluzy  i koszulki, a mój tata chodził z krótkim rękawem. Codziennie świeciło słońce, ale noce były chłodne. Rano zazwyczaj ubieraliśmy się ciepło, ale w ciągu dnia rozbieraliśmy kolejne warstwy. Jedynie mama nie rozstawała się ze swoją ulubioną kurtką.Codziennie  pieszo robiliśmy co najmniej 10 kilometrów. Bez pośpiechu i nerwowej atmosfery zwiedzaliśmy Wieczne Miasto, bo nigdzie nie towarzyszyły nam tłumy

2.Neapol i jego okolice

Tam byliśmy w lutym 2016. Pogoda nas zachwyciła, bywało nawet ponad  20 stopni. Tylko w dniu naszego powrotu do domu siąpił deszczyk. Wypożyczonym autem objechaliśmy zachwycające Wybrzeże Amalfitańskie, wszędzie było pusto, zielono. Wprost z drzew zrywaliśmy cytryny. Kurtki, w których przyjechaliśmy z Polski, na miejscu były zupełnie zbędne. Neapol okazał się cudownym miastem, planujemy tam wrócić. Najchętniej znowu zimą.

3. Barcelona

Wprawdzie byłam w tym mieście w maju i uważam, ze to też nie najgorszy okres, bo temperatura oscylowała w okolicach 30 stopni, ale wszędzie było pełno turystów, a ceny potrafiły zwalić z nóg. Zimą jest taniej, bardziej pusto, a  przecież tak samo pięknie. Jeśli pojadę tam jeszcze raz, to z pewnością nie latem.

4. Andaluzja

Ten wyjazd dopiero przed nami, ale z opinii wielu ludzi wynika, że zima to wręcz idealny czas na podróż do tego jednego z najpiękniejszych na Ziemi miejsc. Moi rodzice byli rok temu w styczniu, wrócili zachwyceni. Koleżanka, która zwiedzała Andaluzję w sierpniu, wróciła zawiedziona. Temperatury (ponad 40 stopni) zniechęcały  do wychodzenia z klimatyzowanego pokoju hotelowego, więc z części planów dotyczących zwiedzania po protu zrezygnowała.

5.Wyspy Kanaryjskie

To zupełnie inny rodzaj wypoczynku. Większość turystów przyjeżdża tu zimą, by plażować, jednak zapewniam, że tak na Teneryfie, jak i na Gran Canarii jest co zwiedzać. Temperatury i roślinność to już bardziej egzotyczna bajka. Zimą jest równie fajnie jak latem, choć ocean lodowaty. Nie żeby w lipcu był jakiś szczególnie ciepły. Tak czy inaczej Kanary zimą to już prawie tropiki. Trzeba zabrać z sobą krem do opalania z wysokim filtrem.

Wymieniłam jedynie te miejsca, w których byliśmy zimą albo będziemy w najbliższym czasie, ale jestem pewna, że Portugalia, Grecja, południowe Włochy czy nieco bardziej egzotyczne kraje jak Maroko są idealne, by wybrać się do  nich właśnie zimą.

To, jak? Lecicie? Ryanair ma właśnie dobrą promocję : bilety z Krakowa do Neapolu za 110 zł!

 

 


3 Komentarze

mama · 9 stycznia 2018 o 21:22

Beatko to co piszesz jest szczerą prawdą, z Wami w Rzymie było super, a temperatura dla nas w styczniu była najlepsza.Można było dużo zwiedzać i chodzić,np bez planu na Zatybrze,gdzie było pyszne jedzenie.

Zajączek · 11 stycznia 2018 o 19:30

Ja zjadłabym takie pyszne lody 😉

Beata · 12 stycznia 2018 o 07:12

Zajączku, poziomkowe były najpyszniejsze…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.