Wszyscy słyszeli o Sewilli, Grenadzie, Maladze czy Kordobie, ale o El Rocio bardzo niewiele osób. To kameralne miasteczko położone jest godzinę drogi od Sewilli. Wśród turystów z zagranicy nie jest szczególnie popularne, ale doskonale znane jest wszystkim Hiszpanom. Co roku, pięćdziesiąt dni po zakończeniu Wielkiego Postu,  przybywają tu setki tysięcy pielgrzymów z całego kraju, by uczcić cudowną Matkę Boską z El Rocio.

Pielgrzymka ma swoje początki w XII wieku i związana jest z tajemniczym pojawieniem się cudownej figury Matki Boskiej, która, jak głosi legenda, została znaleziona przez myśliwego. Znajdowała się na jednym z drzew rosnących na terenach tamtejszych mokradeł. Myśliwy zabrał ją ze sobą, ale gdy zatrzymał się na odpoczynek, figura w cudowny sposób powróciła na miejsce, z którego została zabrana. Wkrótce wybudowano tam kaplicę, a później  Bazylikę Najświętszej Maryi Panny.

Tak rozpoczęła się tradycja pielgrzymek, które w niczym nie przypominają tych na Jasną Górę. Pielgrzymi pogrupowani są w bractwa liczące nawet kilkanaście tysięcy członków.  W zależności od tego skąd wyruszają wierni, pielgrzymka może trwać nawet kilkanaście dni. Idzie się pieszo, jedzie się na koniu, bądź ukwieconą bryczką przypominającą westernowy dyliżans lub cygański wóz. Obowiązują stroje flamenco. W ciągu dnia bractwa radośnie pokonują drogę śpiewając pieśni, a nocą biwakują pod gołym niebem. Wokół rozpalanych ognisk organizowane są  zabawy, podczas których odbywają się tańce. Wino leje się strumieniami. Główne uroczystości, już na miejscu, trwają od soboty do poniedziałku. Kulminacyjnym momentem jest wyniesienie  z bazyliki cudownej figury Matki Boskiej i noszenie jej na ramionach po całym miasteczku.

http://sevilla.abc.es/rocio/20150524/sevi-rocio-romeria-sabado-201505232059.html

http://udgtv.com/noticias/listo-operativo-la-romeria-parte-la-secretaria-salud/

http://www.andalucia.org/es/eventos/romeria-del-rocio/

Romeria (czyli pielgrzymka) El Rocio przyciąga tłumy. W ostatnich latach do tego niewielkiego miasteczka przybywało na święto patronki nawet milion osób! Jednak ta niezwykła religijna  fiesta nie jest jedyną oryginalną rzeczą, która wyróżnia miasteczko od wielu innych znajdujących się w okolicy.  W El Rocio nie ma utwardzonych dróg. Tak, tak, dobrze czytacie. Mamy XXI wiek a tu nie ma ani asfaltu ani nawet chodników. Mieszkańcy jeżdżą głównie konno, na osiołkach i bryczkami. Zamiast wypożyczalni aut są wypożyczalnie… koni. Pomiędzy domami jest piasek. Oczywiście można przyjechać autem, ale trzeba je zostawić na jednym z parkingów. Do miasteczka dojeżdżają tylko auta dostawcze. Miejscowi mają samochody z napędem na cztery koła. Gdy jest sucho, czyli właściwie zawsze, kurzy się niemiłosiernie. Przed restauracjami, sklepami i domami stoją specjalne drewniane poręcze, do których przywiązuje się konie. Są nawet bary dostosowane do potrzeb jeźdźców, nie trzeba w nich schodzić  z wierzchowca. A na piasku zamiast odcisku opon zobaczycie odcisk podkowy.

Całe miasteczko utrzymane jest w stylu retro. Restauracje, bary i sklepy wyglądają tak, jakby czas się tutaj zatrzymał. W sprzedaży są głównie suknie flamenco i stroje oraz akcesoria do jazdy konnej. Jeśli potrzebna Wam uzda, lejce, ostrogi czy siodło, to przyjeżdżajcie do El Rocio, takiego wyboru nie znajdziecie nigdzie indziej. W restauracjach królują obrusy w kratkę. Kawy nie robi się w automacie, tylko tradycyjnie parzy. Do cappucino nie dostaniecie spienionego mleka, a bitą śmietanę.

    

Gdy jechaliśmy do El Rocio wyobrażałam sobie, że to będzie maleńka wioska, ot cztery ulice na krzyż. Okazało się, że miasteczko jest całkiem spore i w końcu chodziliśmy po nim pół dnia. Polecam przyjechać tu wcześnie rano, wtedy jest jeszcze pusto, koło południa turystów było już sporo. Podobno w sezonie jest tłum jak na Krupówkach.

Miejsce to jest jedyne w swoim rodzaju. Tradycja wciąż wygrywa tu z nowoczesnością. Na pewno dla mieszkańców to sposób na biznes, ale pomysł na zachowanie miasteczka w dawnym stylu to strzał w dziesiątkę. El Rocio jest bardzo klimatyczne i zupełnie różne od wszystkiego, co można zobaczyć w Andaluzji.

Dodatkowym atutem miasteczka jest położenie na skraju Parku Narodowego Donana. Tuż obok bazyliki rozciągają się mokradła, na których żyją flamingi, przychodzą tu dzikie konie, rysie i inne zwierzęta. Całość już z daleka wygląda niesamowicie. Bardzo, bardzo polecam to miejsce.

Jakieś 25 lat temu, tuż po ślubie, oglądaliśmy z Arturem serial przyrodniczy Naturalne Cuda Europy. Wtedy po raz pierwszy usłyszałam o Parku Narodowym Donana i powiedziałam, że chciałabym go kiedyś zobaczyć. Trochę musiałam poczekać, ale w końcu się udało. Donana to ogromny teren o powierzchni ponad 50 tysięcy hektarów, który w 1984 roku został wpisany na listę UNESCO. Jego zadaniem jest głównie ochrona migrujących ptaków, ale występują tu także rysie iberyjskie, daniele, dziki, orły itd. Pod względem przyrodniczym jest to miejsce bardzo zróżnicowane, sporą część zajmują mokradła, są też sosnowe lasy i nadmorski teren wydmowy.  Całość można zwiedzać na trzy sposoby: pieszo, po wyznaczonych szlakach, busami, które dowożą do najciekawszych miejsc i jeepami. Te ostatnie są bardzo drogie, zdecydowaliśmy się więc na busy. Niestety, okazało się, że trzeba je rezerwować z wyprzedzeniem, więc pozostała nam piesza wędrówka.

Park jest świetnie przygotowany dla zwiedzających. Przed wejściem są fajne miejsca piknikowe, kolorowe toalety, restauracja i sklep z mapami, pamiątkami itd. Nie omieszkajcie skorzystać, bo na terenie rezerwatu można chodzić tylko po drewnianych podestach, nie ma wc, ani miejsc, w których można kupić coś do picia. Koniecznie weźcie z sobą jakieś nakrycie głowy. Nawet w lutym słońce świeciło bardzo mocno.

Teren jest ogromny, nie sposób go przejść nawet w kilka dni, trzeba więc zdecydować się na jakąś trasę. Najkrótsze można przejść w ciągu 1,5- 2 godzin, najdłuższe to wyprawy na cały dzień. My najpierw zdecydowaliśmy się na spacer nad jeziora, gdzie można obserwować ptaki. W tym celu zbudowano specjalne chatki do obserwacji. Zamiast okien są w nich wąskie szpary, przez które można oglądać brodzące bociany, flamingi itd. Kapitalny pomysł. Normalnie zaczęła mnie pasjonować ornitologia! Otoczenie jest przepiękne. Wokół rosną dzikie zioła, kwitną kwiaty, wszystko to cudownie pachnie.

Potem pojechaliśmy autem w stronę oceanu. Oczywiście musieliśmy opuścić teren parku, bo po nim nie da się poruszać samochodem. Wejście na wydmy należące  do rezerwatu znajduje się na skraju miasteczka Matalascanas. Znowu wchodzi się na drewniane platformy, które prowadzą wprost nad ocean. Otaczający wydmy sosnowy las z góry wygląda jak wielkie brokuły.

Po krótkim spacerze doszliśmy do oszołamiającej plaży. Oprócz nas nie było tu nikogo, a delikatny, jasny piasek ciągnął się kilometrami. Gdybyśmy poszli w drugą stronę , trafilibyśmy do Matalascanas, które jest popularnym miasteczkiem wakacyjnym. Latem są tam tłumy, a tuż przy plaży stoją hotele. Jednak spacer wzdłuż klifu, na zachód, to czysta przyjemność. Ten teren też należy do rezerwatu, można tu przyjechać jeepem na wykupioną w parku wycieczkę.

Tego dnia pogoda była niesamowita. Kiedy patrzę na te zdjęcia, samej trudno mi uwierzyć, ze to początek lutego. W ogóle mieliśmy w Andaluzji świetną pogodę, prawie codziennie świeciło słońce, temperatura dochodziła do 20 stopni, a nawet bywało cieplej. Teraz jest druga połowa marca, na dworze -10, palimy w kominku, a na ogródku leży cienka warstwa śniegu. Zdecydowanie urodziliśmy się w złym klimacie. Chociaż to i tak lepiej niż na Syberii czy Alasce.

W kolejnym wpisie zapraszam Was do miasta, w którym zmarzliśmy, choć też leży ono w Andaluzji czyli do pięknej Granady.

Kategorie: Hiszpania

1 Comment

Mama · 21 marca 2018 o 22:00

Miasteczko jak z bajki,niestety będąc na wycieczce z biura podróży takich cudów się nie zobaczy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiązane Posty

Hiszpania

Caminito del Rey

Caminito del Rey  czyli Ścieżka Króla to dawna via ferrata owiana złą sławą.Od czasu jej powstania wielu ludzi straciło życie, próbując ją przejść.  Obecnie jest to bezpieczny szlak pieszy, wiodący  wzdłuż ścian wąwozu, dołem którego Czytaj więcej…

Hiszpania

Granada

Opiewana w pieśniach i wierszach Granada od lat zaprzątała mój umysł. Zwłaszcza Alhambra, legendarna Czerwona Twierdza. Hiszpańskie przysłowie mówi ” Kto nie widział Granady, ten nic nie widział”, muszę  więc przyznać, że czułam się jak Czytaj więcej…

Hiszpania

Kordoba

Kordoba była kiedyś najpotężniejszym miastem w rejonie basenu Morza Śródziemnego. Jej historia jest długa i burzliwa. Miasto powstało w III w p.n.e. jako osada iberyjska, potem stało się kolonią rzymską, następnie bizantyjską, a w VIII Czytaj więcej…