Po tym jak Turcja, Egipt czy Tunezja ze względu na niestabilną sytuację polityczną i zagrożenie zamachami terrorystycznymi stały się mniej popularnymi kierunkami wakacyjnymi, Hiszpania zdobyła uznanie w oczach Polaków. Trudno się dziwić, kraj jest piękny i niezwykle zróżnicowany. Oferuje niezliczone atrakcje, smaczną kuchnię i słoneczną pogodę. Dzisiaj chciałabym się skupić na Costa Brava czyli Dzikim Wybrzeżu, szczególnie popularnym wśród Polaków. Jego atrakcyjność wynika nie tylko  w walorów geograficzno-historycznych, ale po części też z dostępności. Wiele polskich biur podróży organizuje na Costa Brava wczasy z dojazdem autokarem w umiarkowanych cenach. Można oczywiście dojechać własnym samochodem, ale jeśli weźmiemy pod uwagę odległość, nie będzie to tania podróż. Można też zdecydować się na  samolot do Barcelony, a następnie dojazd lokalną komunikacją do wybranego miasteczka.

Samo wybrzeże znajduje się w Katalonii i ma ponad 200 km długości, rozciąga się od granicy z Francją aż po Blanes. Region jest niezwykle malowniczy. Góry schodzące wprost do morza, postrzępione klify, małe piaszczyste zatoczki, długie plaże i szmaragdowa woda tworzą przepiękne krajobrazy. Ja spędziłam na Costa Brava drugą połowę maja, gdyż byłam w Hiszpanii z moją klasą na obozie językowym. Mimo że byłam w Katalonii już wiele lat temu, właściwie dopiero teraz odkryłam jej urok.

Decydując się na wakacje w tym rejonie z pewnością będziecie się zastanawiać, którą miejscowość na wybrzeżu wybrać. Niby są do siebie trochę podobne, bo w większości znajdują się w zatokach otoczonych skałami i mają ładne plaże, ale tak naprawdę zupełnie  różną się atmosferą i oferują całkiem odmienne atrakcje. Nie znam oczywiście wszystkich miasteczek na Costa Brava, dlatego napiszę tylko o tych, które sama widziałam. No to zaczynamy.

  1. Lloret de Mar

To najbardziej popularna miejscowość na wybrzeżu, mają ją w ofercie wszystkie biura podróży, ale z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu. Jest pięknie położona w dużej zatoce, otoczona malowniczymi skałami, ma piaszczystą plażę, ale…No właśnie, sporo jest tych „ale”. Lloret de Mar to wielka imprezownia  z klubami i dyskotekami czynnymi do białego rana. Plaża, choć z daleka wygląda atrakcyjnie, jest strasznie zatłoczona. Pokrywa ją bardzo gruboziarnisty piasek, a w morzu szybko robi się głęboko, nie jest to więc dobre miejsce na wakacje z dziećmi. Tuż  przy promenadzie stoją wysokie hotele, wokół pełno sklepów z „pamiątkami”, dominuje kicz. Owszem można tu uprawiać sporty wodne, gastronomia jest świetnie rozwinięta, w pobliżu znajduje się niezły park wodny, ale bądźmy szczerzy, Lloret to miejsce przede wszystkim dla młodych ludzi, którzy chcą się na wakacjach głośno bawić przez całą dobę.

2. Roses

W tym miasteczku nocowaliśmy razem z młodzieżą i byłam z tego bardzo zadowolona. Roses jest pięknie położone nad rozległą zatoką, znajduje się na wzgórzu i otoczone  jest całkiem wysokimi górami. Wydaje się, że Roses zsuwa się ze zbocza wprost do morza. Miasto ma piękną długą, piaszczystą plażę. Piasek jest drobny, a zejście do morza bardzo łagodne. Nie ma tu wysokich hoteli, dyskotek, klubów nocnych. Jest za to sporo ciekawych miejsc do zwiedzania jak np. Cytadela z XVI wieku, punkt widokowy Mirador de Santa Rosa de Puig Rom, ulokowany 225 metrów nad poziomem morza , kościół María y la Casa Mallol,  pochodzący z XVI wieku Castell de la Trinitat, latarnia morska  czy malowniczy port jachtowy. Jest tu sporo restauracji z pysznym katalońskim jedzeniem i prawdziwy mercado , na którym codziennie kupimy regionalne produkty. Miasteczko jest dosyć ciche, bardzo polecam je rodzinom z dziećmi i osobom starszym. Mnie się bardzo podobało.

3. Tossa del Mar

Tossa to najczęściej fotografowane miasteczko na Costa Brava, występuje na większości pocztówek. Faktycznie jest niezwykle malownicze, położone w niewielkiej zatoczce. La Vila Vella czyli starówka z zamkiem położonym na wzgórzu, nad samym morzem to ikona miasta. Ta niewielka dzielnica z wąskimi, brukowanymi uliczkami otoczona jest wysokim murem. Labirynt zaułków, niskie stare domy porośnięte kwiatami, urokliwe restauracje tworzą fajny klimat. W miasteczku, które pochodzi podobno jeszcze sprzed naszej ery, znajdziecie sporo innych zabytków.  Mimo wszystko Tossa mnie nie zachwyciła, miło było tu przyjechać na jeden dzień, ale z pewnością nie chciałabym spędzić tu wakacji. Zabytkowa część miasta jest maleńka, większość stanowi nowoczesny, niezbyt piękny kurort z nieciekawymi hotelami tuż przy morzu.  Jak zwykle  w takich miejscach mamy pełno sklepów z hiszpańskimi pamiątkami „made in China”, a  plaża nawet w maju była kompletnie zatłoczona. No właśnie plaża…Z daleka wygląda wręcz zjawiskowo, w rzeczywistości jest chyba najgorsza na całym wybrzeżu. Pokryta żółtym ni to bardzo grubym piaskiem ni to żwirkiem, zupełnie nie nadaje się do tego,żeby po niej niej chodzić. Człowiek po prostu się zapada, w butach jest fatalnie, bo ciągle wpadają w nie kamyki, a na dodatek  obuwie grzęźnie w tym czymś, boso jeszcze gorzej, bo żwirek rani do krwi. Zejście do morza jest bardzo strome, już kilka metrów od brzegu robi się głęboko. Nie polecam miasteczka rodzinom z dziećmi ani miłośnikom plażowania.

4. Cadaques

Mój absolutny faworyt. To średniowieczne miasteczko rybackie położone jest na terenie Parku Narodowego Cap de Creus.  Ma się tu wrażenie, że czas się zatrzymał. Białe, ciasno przylegające do siebie domy, brukowane wąskie uliczki,  prześliczne wąskie zatoczki, rybackie łodzie na brzegu, a przede wszystkim artystyczna atmosfera stanowią o wyjątkowości tego miejsca. Czas płynie tu leniwie, nie ma tłumów, sklepów z kiczowatymi towarami ani imprez do świtu. Jest to za to mnóstwo restauracji i sporo atrakcji do zwiedzania, w tym niesamowity dom Salvatore Dali. Trudno się dziwić, że Cadaques pokochali tacy artyści jak Picasso, Marquez czy Miro.Całość wygląda bardzo romantycznie. Miasteczko zasługuje na osobny wpis, więc już za parę dni znajdziecie tu dokładniejsze informacje i mnóstwo zdjęć. Cadaques bardzo polecam osobom, które szukają miejsca spokojnego, pełnego uroku. Nudzić się tu z pewnością nie będziecie. Wprawdzie plaże pokryte są żwirkiem albo szarym piaskiem, ale jest ich w najbliższej okolicy kilkanaście, więc na pewno każdy znajdzie coś dla siebie. A oszołamiająco piękny Park Narodowy zapewni Wam bajeczne trasy spacerowe na wiele dni.

To niestety tylko tyle. Nie byłam w innych miasteczkach na Costa Brava, a podobno jest wiele takich, które mogą zachwycić. Pamiętajcie, że nie samym morzem i plażą człowiek na wakacjach żyje, dlatego zachęcam Was do ruszenia na zwiedzanie katalońskich perełek w okolicy takich jak Figues, Girona czy Monserrat.  Bezwzględnie trzeba też zobaczyć Barcelonę, choć zdecydowanie polecam wybrać się tam na kilka dni, a nie na kilka godzin.

Kategorie: Hiszpania

1 Comment

Mama · 20 lipca 2017 o 03:42

Pięknie opisane,aź chce się jechać i zwiedzać

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiązane Posty

Hiszpania

Cadaques

Cadaques to prześliczne miasteczko położone w północno-wschodniej Hiszpanii na dzikim przylądku Cap de Creus. Jeszcze na początku XX  wieku najłatwiej dotrzeć do niego było od strony morza, gdyż z lądu przez wzgórza prowadziła jedynie nieprzejezdna Czytaj więcej…