Caminito del Rey  czyli Ścieżka Króla to dawna via ferrata owiana złą sławą.Od czasu jej powstania wielu ludzi straciło życie, próbując ją przejść.  Obecnie jest to bezpieczny szlak pieszy, wiodący  wzdłuż ścian wąwozu, dołem którego płynie rzeka Guadalhorce.

W 1901 roku rozpoczęto w tym miejscu budowę dwóch zapór wodnych po obu stronach wąwozu. Było to ogromne przedsięwzięcie, które wymagało czasu, pieniędzy i niesamowitych nakładów pracy. Robotnicy potrzebowali drogi przez wąwóz łączącej te dwa punkty, która umożliwiłaby im transport materiałów. Tak w 1904 roku powstała ścieżka prowadząca wzdłuż wysokich na 100 metrów ścian skalnych. Nie miała żadnych barierek i od początku jej istnienia zdarzały  się wypadki śmiertelne. Mimo to, gdy w 1921 roku zapory zostały ukończone,  przeszedł ją sam król Alfonso XIII. Od tego czasu szlak nazywany jest Ścieżką Króla.

Z czasem droga uległa zniszczeniu, od ścian odpadły całe jej kawałki,  ale stała się atrakcją, dla  wspinaczy poszukujących mocnych wrażeń. Nie sposób było jej przejść bez asekuracji. Ofiar przybywało. Gdy w 2000 roku jednego dnia zginęło trzech młodych mężczyzn, lokalne władze postanowiły ją zamknąć. Caminito del Rey uważana była w tym czasie za jedną z najbardziej  niebezpiecznych tras na świecie. Jak wtedy  wyglądała i jak trudne było jej przejście, możecie zobaczyć na filmie.

https://www.youtube.com/watch?v=ZmDhRvvs5Xw

 

Po latach lokalne władze postanowiły szlak wyremontować i zrobić z niego atrakcję dostępną niemal dla wszystkich. Ponowne otwarcie miało miejsce w roku 2015. Nowa droga to bezpieczne, szerokie kładki przytwierdzone do ścian wąwozu, wyposażone oczywiście nie tylko w poręcze, ale w boczne ścianki. Z pewnością jest to jedna z najciekawszych atrakcji Andaluzji, która wciąż gwarantuje niesamowite wrażenia.

Kto może obecnie przejść Ścieżkę Króla? Właściwie każdy, pod warunkiem, że nie ma lęku wysokości i ma więcej niż 8 lat. Trasa jest łatwa, wprawdzie jest na niej trochę schodów, ale widzieliśmy grupę emerytów, która nie miała żadnego problemu z pokonaniem szlaku.

Bilety należy zakupić wcześniej przez internet na oficjalnej stronie Ścieżki. Ich ilość jest limitowana. Każdego dnia na szlaku może maksymalnie przebywać w tym samym czasie  450 osób, Takie ograniczenie wynika nie tylko ze względów bezpieczeństwa, ale też z poszanowania przyrody, Caminito del Rey lezy bowiem na terenie rezerwatu przyrody. Mamy dwie opcje zakupu do wyboru: możemy wybrać wycieczkę z przewodnikiem albo udać się na szlak indywidualnie. My zdecydowaliśmy się na tę drugą. Kupiliśmy też od razu bilety na autobus, który stoi przy wyjściu  z wąwozu i dowozi turystów w to samo miejsce, z którego wyrusza się na szlak. Trasa jest jednokierunkowa i jeśli przyjedziecie samochodem będziecie musieli do niego jakoś wrócić.  By dostać się do Caminito, należy autem lub autobusem dojechać do miejscowości Ardales. Droga z Malagi zajmuje około godziny.

Prognozy pogody nie były zbyt optymistyczne i budziły niepokój. Ścieżka Króla zamykana jest podczas wiatru i deszczu, wprawdzie nie wiało ani nie padało, ale niebo zasnute było chmurami i gdy już dojeżdżaliśmy, miałam trochę obaw czy wycieczka nam się uda.

Tuż przed samym celem mijamy ładne szmaragdowe jeziorka. Latem podobno działają  tu kąpieliska, można zrobić sobie biwak. W lutym poziom wody był bardzo niski.

W Ardales najlepiej zaparkować koło restauracji El Mirador. A potem należy rozpocząć poszukiwania wejścia na ścieżkę, która prowadzi do Caminito. Poszukiwania  to dobre słowo, wejście jest bowiem prawie niewidoczne. W sumie jest to po prostu dziura  w skale. Gdyby nie mała tabliczka, informująca, ze dobrze idziemy, nigdy nie zorientowalibyśmy się, ze to właściwa droga. Stąd na szlak mamy 1,5 kilometra. Pierwsze 300 metrów wiedzie tunelem wydrążonym w skale. Nie ma tu żadnej drogi i zupełnie żadnego oświetlenia. Warto zabrać z sobą czołówką albo przynajmniej świecić sobie telefonem, bo wokół panują egipskie ciemności.

Po przejściu tunelu wchodzimy na szeroką leśną ścieżkę. W oddali, nad jeziorem widać zaporę, przy której znajduje się wejście na Ścieżkę Króla. Tam znajdują się bramki i punkt kontroli biletów. Ich zakup na miejscu też jest możliwy, ale zazwyczaj wszystko jest wyprzedane jest z dużym wyprzedzeniem przez internet.

Gdy już dojdziecie do wejścia, dostaniecie jednorazowe czepki foliowe na głowę i kask. Jego noszenie jest obowiązkowe na całej trasie. Przy wejściu znajdują się też toalety i automat z napojami. Watro skorzystać, bo dalej nie ma żadnych udogodnień.

Na szlak wpuszcza się jednorazowo maksymalnie 50 osób. Przed wejściem cała grupa informowana jest o możliwych zagrożeniach, możliwości wezwania pomocy itd.

W końcu zostajemy wpuszczeni. Od razu widzimy kładki zawieszone nad przepaścią, wyglądają solidnie i mają barierkę, oraz ścianki boczne. Mimo że wysokość na jakiej się znajdują wywołuje zawroty głowy, spaść w przepaść się nie da.  Stary szlak został pozostawiony w stanie nienaruszonym, było to możliwe poprzez zbudowanie ścieżki tuż nad nim. Wygląda strasznie i ne wyobrażam sobie, jakim trzeba było być szaleńcem, by próbować po nim chodzić.  Nowy składa się głównie z drewnianych paneli, które mają wsporniki wywiercone w skale.

Pierwsza część trasy liczy jakiś kilometr, cały czas idziemy nad wąwozem pomiędzy wysokimi skałami. Widoki są piękne.

Następnie wychodzi się na płaski, otwarty teren, szlak wiedzie teraz nie kładkami, a leśną ścieżka. Co kawałek znajdują się ławeczki, na których można odpocząć. Widzimy też tory kolejowe i wydrążone tunele. Pociąg jeździ tędy kilka razy dziennie, podróżni mają świetne widoki.

Po kilkunastu minutach wędrówki przez las, wracamy na szlak nad przepaścią, W tym miejscu, dokładnie naprzeciwko, znajduje się wysoka na sto metrów pionowa skalna ściana, która jest ulubionym miejscem wspinaczy.  To niebezpieczne miejsce, pełne uskoków, często zdarzają się tu wypadki.

W tej części trasy znajduje się też przeszklony pomost zawieszony na wysokości około 100 metrów. Dziwne uczucie tak stać na kawałku szkła i pod sobą nie mieć nic. Julce i Arturowi bardzo się podobało, ale ja nie czułam się zbyt pewnie.

Kawałek dalej znajduje się największa atrakcja Caminito czyli most zawieszony nad przepaścią.Został zbudowany tuż obok starego mostu, więc często na zdjęciach wygląda to przerażająco. W rzeczywistości most jest bezpieczny, choć tez nieco straszny. Muszę przyznać, że widok Julki  stojącej ponad sto metrów nad wąwozem, w chwili gdy Artur robił jej zdjęcia telefonem, przyprawił mnie niemal o palpitacje serca.  

Obok mostu wisi na skalnej ścianie tablica upamiętniająca śmiałków, którzy zginęli tu w 2000 roku.

Po kolejnych kilkuset metrach schodzimy z kładki przyczepionej do skały, przechodzimy przez bramkę oznaczającą koniec Ścieżki Króla i idziemy w kaskach  jeszcze ok 2 km do EL Chorro.  Dopiero tutaj można zdjąć kask i go zwrócić. Ten ostatni kawałek jest nieco nużący. Wprawdzie okolica jest bardzo ładna, ale jesteśmy nieco zmęczeni. Latem, w upale, pewnie w tym miejscu  wszyscy mają już dosyć. Po raz kolejny doceniłam, że przyjechaliśmy do Andaluzji w lutym, a nie w lipcu.

Bardzo polecam wycieczkę do Caminito del Rey. Po zwiedzaniu pięknych andaluzyjskich miast, to ciekawa odmiana.

Kilka informacji praktycznych:

Bilety wstępu można nabyć  na   oficjalnej stronie Caminito del Rey Cena biletu: 10 euro Najlepiej kupić je z dużym wyprzedzeniem.

 

Dzieci poniżej 8 lat nie mogą wejść na szlak.

Trasa jest jednokierunkowa. Wejście jest możliwe  tylko od strony północnej, która znajduje się w Ardales, a kończy po stronie południowej w Alora/El Chorro.

Na trasie nie ma toalet.

Przewodnicy polecają zabranie z sobą  1 litr wody na osobę.

Cała trasa, od skalengo wejścia w Ardales, do punku w El Chorro, gdzie oddaje się kaski , liczy około 7,7 km.

Gdy pogoda nie dopisuje, trasa jest zamykana.

Pamiętajcie o odpowiednim obuwiu, w klapkach i na wysokim obcasie nie wejdziecie.

 

Kategorie: Hiszpania

2 Comments

Zajączek · 22 kwietnia 2018 o 22:48

Obłędne i przepiękne zdjęcia. Wrażenia niewątpliwie ogromne, niestety wycieczka nie dla mnie. Gęsią skórkę mam już od patrzenia.
Julka, jesteś WIELKA!

Bartosz · 23 kwietnia 2018 o 14:58

Odważna dziewuszka. Ja mam lęk wysokości i raczej nie wszedłbym tam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiązane Posty

Hiszpania

Malaga

Zastanawiałam się, czy w ogóle wrzucać na blog wpis poświęcony Maladze, bo chociaż mieszkaliśmy w niej 6 dni, to właściwie niczego nie zwiedzaliśmy. Traktowaliśmy Malagę jako punkt wypadowy i ograniczyliśmy się do spacerów po mieście. Czytaj więcej…

Hiszpania

Benalmadena

Wiem, że nie wszyscy lubicie włóczyć się w czasie urlopu tak  jak my, codziennie coś zwiedzać, zmieniać hotele i miasta. Spora część ludzi woli spędzać wakacje bardziej stacjonarnie czyli w jednym miejscu i ewentualnie wybrać Czytaj więcej…

Hiszpania

Granada

Opiewana w pieśniach i wierszach Granada od lat zaprzątała mój umysł. Zwłaszcza Alhambra, legendarna Czerwona Twierdza. Hiszpańskie przysłowie mówi ” Kto nie widział Granady, ten nic nie widział”, muszę  więc przyznać, że czułam się jak Czytaj więcej…